piątek, 13 marca 2015

Nie wierzę (w przesądy), czyli piątek 13go, SH i ja

Nie, nie wierzę w przesądy. A nawet gdybym wierzyła (a nie wierzę), po dzisiejszym dniu, musiałbym przestać.
W ostatnim czasie Katarzyna zaprezentowała swoje Starki... taką nostalgię miałam... W dzieciństwie miałam tylko jednego Superstara i był on moją najulubieńszą lalką-przyjaciółką ;-) Jakby mi tego mało było, dosłownie wczoraj, zaciekawiona nazwą, odwiedziłam pierwszy raz nieznanego sobie wcześniej amerykańskiego, lalkowego bloga i pobieżnie przeglądając zawartość więcej czasu poświęciłam przejrzeniu zakładki "moje lalki". A tam ona... Skipper... Tak mi się (znów) zachciało tej lalki... Kiedyś odpuściłam fajną aukcję "staruszki", ale to urocze mordki z superstarowych czasów wywołały ów wczorajszy sentyment.
Feralny piątek 13go, a mnie się wszystko i udało i ułożyło. Misterny plan, który zawierał m.in. zaległe odwiedziny "imieninowe", pozwolił nawet, przy tej okazji na wstąpienie (podczas oczekiwania na powrotny autobus) do dawno nieodwiedzanego przeze mnie SH. Nawiasem mówiąc, mam duży sentyment i lubię (zwłaszcza niektóre) te przybytki, a wśród nich zwłaszcza te ciucholandy, które ekhem... nie "pachną", takie w których rzeczy nie ciągną się kilometrami, a najbardziej takie, gdzie są zabawki, bo to (przynajmniej) zakłada obecność lalek. Dziś, choć dawno w SH nie byłam, a w tym konkretnym to już szczególnie, a jeszcze dawniej coś tam lalkowego/zabawkowego kupiłam, coś mnie tam ciągnęło.
 
Wchodzę bez większej nadziei, i od razu przez pierwszą większą salkę, do mniejszej: tam wszystko co lubię: chusty, torebki, zabawki. Omiatam szybkim "lókiem" zabawki reprezentacyjne przy wejściu - nic ciekawego, a przynajmniej nic, czego bym wcześniej nie widziała (wypatrzyłam jednego pelikana TY z tych większych, ale nie zawahałam się ani chwili). W małej salce same starsze panie... Przebierają chustki i (w sumie nie wiem co), bo już widzę, że w koszach nie ma zabawek... Smutno. Biorę pomarańczową arafatkę pod kolor do moich dzisiejszych butów. Myślę: "choć tyle będzie". Chcę dalej patrzeć na chustki, ale ogląda je ze obok starsza pani. Czekam na swoją kolej. Ale wtedy na oknie dostrzegam plastikowe pudełka - chustki są już stracone. W pudełkach na wierzchu miśki, cos co przypomina ochraniacze i rzeczy cóż... nie wiem jakie (tj. bardzo poniszczone). Zniechęcam się po raz drugi. Wyjmuję... Superstara, a zaraz potem... Skipper! I jeszcze ubranka (nie wiem czy oryginalne, ale czy to ważne). Nerwowo zbieram wszystko, ale panie widać nie są fankami Barbie mojego dzieciństwa, bo choć omiatają wzrokiem i ręką pudełka, nic mi nie umknie. Pakuję (prawie) wszystko do torebeczki z "kraty" i do ważenia. Waga łaskawa, wczoraj (czwartek) była nowa dostawa, więc dziś trochę taniej. Wszystko poważone daje taką cenę, że chce mi się śmiać, więc ze słowami "jak szaleć, to szaleć" i szalonym uśmiechem, płacę.
Rezygnuję z dwóch podartych ubranek, ale potem zaczynam żałować, że nie wzięłam jednego z nich - kenowych spodni, ale bez góry to... no wiecie... Pakuję wszystko, płacę, biorę resztę.
 
Ośmielona tym wszystkim pytam nową (bo nie znam, nie kojarzę), młodą (nie przyjrzałam się, ale obstawiałabym mój wiek, albo coś koło tego) sprzedawczynię:
-Przepraszam, a często macie Państwo lalki?
-No tak, czasami. Ale  TE ŁADNE to zawsze od razu sprzedajemy, we czwartek - dopowiada pani asekurującym się/przepraszającym/lekko zdziwionym tonem głosu i spogląda (nie)znacznie na moje lalkowe zakupy.
-Ładne? TE są najładniejsze! - odpowiadam z rozbrajającym uśmiechem. Widząc jednak jeszcze większe niż wcześniej zdziwienie malujące się na twarzy miłej pani, szybko dopowiadam: bo wie Pani, to są lalki z mojego dzieciństwa.
I zanim okaże się, że zdradziłam sprzedawczyni największy sekret marketingu ciucholandowego, przez co od teraz każda lalka, nieważne w jakim stanie, kosztować będzie co najmniej naście złotych (chciano mi tak sprzedać kiedyś, w innym SH nagusieńką, bosą, bidną Bratzkę), uciekam ze sklepu na autobus.
W drodze z przystanku do domu, drogę dwa razy przebiega mi czarny kot. A że hodowałam kiedyś takowego i nie, nie wierzę w przesądy, śmieję się mimo deszczu, mając w torbie wymarzone i "wypaczone" lalki.
 
Piątek 13go, czarny kot przebiegający drogę, rozbite lustro (dziś nie, ale ostatnio ze 3 lusterka poszły), nie wychodź w ten dzień z domu, to przynosi pecha... Nie, nie wierzę w przesądy. A nawet gdybym wierzyła, to dziś musiałbym przestać.
 
No dobra, nie był do końca czarny,
ale w końcu jest kot na moim blogu!
 
Oto one, wybaczcie zdjęcia, robione na gorąco (dosłownie też, bo na kocu), przed myciem "lepiących się nieco panien". Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie - niech pisze, chętnie uzupełnię im metryczki ;-)
 
Ubranka (z różnych "parafii").
Bardzo fajny ten żółty płaszczyk, ale... czy ktoś wie czy w ogóle da się sprać pisak?

Jakaś Barbie (Superstar): Island Fun Barbie, 1997.
Oczy niebieskie, delikatne cienie fioletowe, usta jasno różowe, włosy miodowy blond, lekko kręcone, za łopatki.
Niestety sklejone były czymś czerwono-różowym i mają ubytki. Poza tym OK, tylko dziury w uszach "domowe".
Sygnowana: ciałko 1966, głowa (sygnowana wewnątrz) 1976, Malezja.
EDIT: Wdzięczna Lunarh za identyfikację, donoszę, iż jest to Island Fun Barbie, 1987.

Jakaś Skipper [Czy może to być: Teen Fun Party Skipper? taka mi się znalazłą].
Oczy fioletowe, usta wg mnie pomarańczowe, włosy dwukolorowe - różne odcienie blond (z tyłu głowy miodowe).
Sygnowana: (standardowo: ciałko i tył głowy) 1987, Chiny.
 

18 komentarzy:

  1. Gratuluję udanych zakupów :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, to moje pierwsze "barbiowe" z SH!

      Usuń
  2. WSPANIALE !!! Gratulacje !!
    Piątek, 13 to dzień wyjątkowy , a nie pechowy , HOWGH !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję! Tak był wyjątkowo miły, mimo deszczu, choć to też pewnie nie zasługa 13stki ;-)

      Usuń
  3. Świetne - nic tylko gratulować:) Zawsze mówię, że trzeba mocno sobie coś zażyczyć a się spełni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz? ;-) To teraz życzę sobie... Liv i Jake'a i może jeszcze MT jakiejś, nawet gołych jak święci tureccy ;-) A teraz czekam i "szczęściu dopomagam" odwiedzając SH i giełdy, no ale znów bez przesady ;-) PS Myślałam na zakupach o Tobie, bo wśród miśków-bidoków była też jakaś "duża" lalka, gabarytów jakie czasem widuję u Ciebie, miałam wziąć, ale obejrzałam i była "goła w sygnatury", więc została.

      Usuń
  4. No i dobrze. Ja też nie wierzę w przesądy i tępię je, jak tylko umiem najlepiej. W ogole w nic nie wierzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam wierzę, ale nie w przesądy! Pozdrawiam :-)

      Usuń
  5. Świetnie mi się czytało ten wpis. U mnie piątek trzynastego też jakiś łaskawy się okazał. Nie w sensie lalkowym, co prawda, no ale zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i dziękuję za miłe słowa :-) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Ach te lumpeksowe emocje! Prawie jakbym je z Tobą podzielała jak czytałam Twój wpis, skąd ja to znam! :-D Ostatnio też się skusilam na superstarke z sh, chociaż za nimi nie przepadam, ale miała ładną sukienkę, a ja na punkcie ubranek mam małego huzia, bo sama nie umiem ładnie szyć, ehhh:-) Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, emocje były, że hej! U mnie z superstarkami to cała Historia jest... A szyć jeszcze nie wiem, czy nie umiem, a dopóki się nie dowiem (a pewnie nawet gdybym umiała) i tak cieszę się z ubranek, "jak nie wiem"!

      Usuń
  7. blondi odziana jeno w róż kapelusza
    bardzo mnie zaintrygowała - ciekawa
    jestem Twoich stylizacji dla Niej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akt walki z powszechną golizną ;-) No dobra..., chciałam się pochwalić kapeluszem - jest super! Dla obu myślę o fioletach (przynajmniej w dodatkach), ale jeszcze długa droga przed nimi. Jak się skończy pokażę je na pewno!

      Usuń
  8. Świetne zdobycze. Gratuluję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Do "markowych" koleżanek dołączyła nowa Stefania w cenie najtańszego biletu w moim mieście ;-)

      Usuń
  9. Wszystko pięknie ładnie, ale musisz popracować nad ilością kotów na tym blogu ;-) Do dziś z sentymentem wspominam czarnego osiedlowego kocurka, który przynosił mi szczęście przed klasówkami i innymi testami w szkole średniej... (też nie wierzę w przesądy, ale kiedy przetnie ci drogę fajny zwierzak, zawsze milej mierzyć się z przeciwnościami szkolnego losu).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kociej lalki jeszcze nie mam... jest nad czym "pracować".

      Usuń