wtorek, 14 lipca 2015

Moje Muzeum Wyobraźni, czyli moja aktualna wishlista

"[...] Muzeum Wyobraźni. Lecz nie takie, które pod tym terminem rozumiał Malraux. On widział w Muzeum Wyobraźni wszystkie najcenniejsze dzieła sztuki ze wszystkich kontynentów. Ja zaś rozumiem przez nie galerię moich ulubionych obrazów.
[...]
Kolekcjonowanie takiego zbioru, jak moje MW, zaczyna się od podróży po świecie i wstępowania do muzeów. Wędrowanie ich kilometrowymi szlakami jest monotonne, do momentu, gdy jakiś obraz zatrzyma cię, kiedy się tego najmniej spodziewasz. Stroisz przed nim i nie możesz odejść. I zaczynasz zakochiwać się, a on zakochuje się w tobie.
[...]
Za chwilę wejdziemy do mojego muzeum. Bilet już macie (...), będziemy razem kpić i płakać, i jeśli tylko nie pokłócimy się po drodze, pielgrzymka ta uczyni nas wspólnikami.
Namawiam do tego również tych, w których piersi sztuka nie zapaliła dotąd żadnych kadzideł. Przespacerujcie się po moim muzeum. Tak jak dla podróżnika trudy wędrówki są ceną jego namiętności, tak dla Was jedno czy drugie rozczarowanie będzie ceną zachwytu przy jednym choćby płótnie i być może wówczas pokochacie malarstwo. Te obrazy są tego warte. Opuści Was dziecko i zdradzi przyjaciel, ale ono potrafi być wierne.
[...]
Jeśli pokochacie je choćby odrobinę, pojawią się na Waszej drodze i już nigdy nie zabraknie Wam tych wzruszeń. Lewant zna pewna formułę, która po francusku brzmi: "Qui mange du caviar, Dieu lui donne toujours un peu du caviar". Waldemar Łysiak, MW (wyd. II), Kraków 1987, s. 10-12.
 
Pozazdrościłam magji poetyckości na blogu, a kojarzy mi się ona (między innymi) z ulubionym chyba  pisarzem mojego Taty - Waldemarem Łysiakiem, a któż lepiej jak on wyjaśniłby ideę Muzeum Wyobraźni tak jak ja ją rozumiem?

Zapraszam zatem do mojego Muzeum Wyobraźni. Nie będzie tu najcenniejszych lalek świata, co najwyżej kilka droższych egzemplarzy w gruncie rzeczy (dla wielu) pospolitych zabawek, takich bez „labela”, czyli galeria moich wymarzonych (więc w sumie i ulubionych) lalek.
Oczywiście ich kolekcjonowanie nie zaczyna się przez wzniosłą iluminację, a przez podróż po linkach, blogach… po Waszych zbiorach. Wydaje się to monotonne niewtajemniczonym, ale tylko tak trafia się, czasem niespodziewanie, na lalkę, którą człowiek się zachwyci i nie może o niej zapomnieć, chcąc ją mieć i już.
Dziś chciałabym Wam przedstawić moją, uzupełnioną wishlistę, Wam towarzyszom moich blogowo-lalkowych zmagań, ale i tym, którzy może z przypadku tu trafili. Może dzięki temu polubicie lalki, a i na nie i na ich zbieraczy/kolekcjonerów spojrzycie innym okiem. Może zmieni to Was tak, że zaczniecie szukać sygnatur na swoich "domowych" przyjaciółkach z dzieciństwa  i pokochacie je jeszcze bardziej. Są tego warte, tak jak dla wielu Sztuka, bo jak ona są wierne.

Dlaczego dziś? Powód pierwszy. Nie mam znośnych zdjęć lalek i za bardzo możliwości ich zrobienia, więc wykorzystam nieswoje, a do tego takie, które już mam w "ciele" bloga.
Powód drugi. Publikując tę wishlistę jakiś czas temu jako osobną na blogu stronę napisałam, że robię to "by kusić tzw. "los", by pojawiały się na aukcjach/w SH" - a podczas sprzątania znalazłam ostatnio karteczkę, której pierwszą wersję miałam w portfelu, który ukradziono mi lata temu, a na której spisałam sobie moje plany/marzenia na przyszłość. Nie widziałam jej "x" lat. Nie skłamię, gdy powiem, że bez odwoływania się do niej umiem/zrobiłam już/mam jakąś połowę spraw/rzeczy, które na niej te lata temu zamieściłam (mam kolegę, który ma tak rozpisane całe życie, uśmiałam się, że wymyśliłam to lata temu zupełnie bezwiednie i lepiej, bo bezletnio;-)). Coś podobnego mam z lalkami - często zdarza mi się widzieć taką czy inną u Was, szczerze się nią zachwycać, nieśmiało (nawet pisemnie) o niej pomarzyć... kilka dni, miesięcy, a ostatnio godzin... i taka lalka po prostu dla mnie (różnymi kanałami, ale) jest.

Co chciałam, a mimo, że nawet nie umieszczałam, mam: Sindy od Pedigree, Fleur, Steffi Love starszego typu, Skelitę z MH, Maddie Hatter z EAH, pudełkową Melrose MT.
A z mojej kartki? Mam porcelanową damę o jakiej marzyłam od osiemnastki, poznałam też trochę polski język migowy, jechałam konno i umiem grać na gitarze jedną piosenkę.
Znalazłam też Kubie dziewczynę! Ale o tym innym razem.

Zatem do rzeczy:

0. buty: szukam łyżew do Bratz i balerinek do Moxie Girlz -> no szukam; mam biedną łyżwiarkę bez łyżew i Moxiaka bez jednej baleriny... ew. jakby ktoś miał te genialne buty od My Scenek... trzeba mi na Lexę; wyobraźcie sobie, że ostatnio myślałam, że wygrałam dodatkową parę, a tu mnie ktoś przebił w ostatniej sekundzie o 50 gr! Najlepiej jednak jak się o tym dowiedziałam - chcę płacić, a tu nie mogę znaleźć aukcji... bo jej nie wygrałam, bu...
1. (jakaś) BFC Ink., choć jak mnie znacie, wiecie, że preferuję ciemniejszą karnację i grzywki ;-) ale to się może zmienić... - to miało się zmienić... wypatrzyłam w kącie/rogu zdjęcia i to na telefonie! Kasię z tej serii, była pierwsza z pytaniem o nią, zanim zaklepałam wysyłkę, Friendka jechała już do kogoś innego; nie macie pojęcia jak mi było przykro, ja bym zatrzymała lalkę, jakby ktoś się o nią dopytywał i deklarował chęć kupna; może jednak brunetki są mi przeznaczone?

od biedy bardzo podobna do nich Natalia Fashion Designer


2. (jakaś) Disney Animators, najchętniej któraś z: Bella, Śnieżka, Roszpunka!, Jasmina - po zastanowieniu i wizycie u Wioli z Dolliny Sindy dodaję do tej listy i Kopciuszka... Już coraz mniej mylą mi się z wytworami Zapfa i wiem dzięki Wam, że na to stopie trzeba szukać ich sygnatur.


3. Pocahontas, nie wiem od kogo to, ale wiem jaka mi się podoba (tu: 1,2,4,5 od lewej) - tak, takiej jeszcze nie mam, ale chyba przypadkowo zdybałam ostatnio inną Pokę, taką z włosami w uszach ;-)


4. (jakaś) Liv (ale w pełni artykulacyjnej mocy) i koniecznie Jake od Spin Master... MAM!!!
Numer 4. w całości już nieaktualny. Ale jakby jaki trupek LIVkowy się trafił, nie pogardzę.


 

5. (jakiś) trupek Moxie Teenz - o trupku i to nawet bez peruki marzę i śnię, bo mam już Melrose bezperukową pudełkową, więc wiecie rozumiecie... a jakby Gavina rzucili... ech...

 [źródło]  

6. Bratz The Movie - seria, której dwie przedstawicielki znalazły się u mnie "przypadkowo" podczas skupowania ciałek pod głowy Moxie, obecnie chyba moja ulubiona Bratz; ostatnio rozwiązałam problem garderoby Yasmin - kupiłam tanio drugą w oryginalnej sukni i butach. Miałbym całą serię podstawową (4 lalki), ale przegapiłam Sashę na olxie... nie uwierzycie, ale była taka, w cenie dobrej, bez sukni, ale albo się spodobała laikowi, albo ktoś też lubi tę serię... Wypatruję, bo mam oryginalną suknię, która czeka na prawowitą właścicielkę, a w której kupiłam kiedyś inną Sashę. Nie wiecie jak rozpoznać:? ma artykułowane przedramiona i dłonie.

Jade - lalka, sukienka; Yasmin - lalka, sukienka; Vinessa - lalka, sukienka; Sasha - lalka, sukienka; Cloe - lalka, sukienka (ale jakby się trafiła z lepszymi włosami i tanio...)


Sharidan - lalka, sukienka

7. Barbie Fairytopia Magic of the Rainbow: Sunburst i Lumina - brakujące wróżki z serii. Mam już Glee. Przyszła do mnie "przypadkowo" z Avery i choć nie chciałam jej początkowo, bardzo spodobał mi się jej oryginalny pyszczek. Wiem, że chcę jej koleżanki do kompletu, ale pojawiają się falami; ostatnio była taka fala, że były w sprzedaży całą paczką, ale już zniknęła…

[źródło]


[źródło] 
9. Młode Moxie Girlz, czyli Moxie Girlz "Friends" Mini Dolls: Neve, Amorie, Tally, Cameo.

[źródło]

 [źródło]

10. Moxie Girlz - każdy "mold", którego nie mam (Bria, Jaylen, Sarai, Ida, Amberly, Merin] i w końcu jakiś Moxie Boyz!
A po jedenaste: dobrze czyli firmowo ubrana Storytime'ka, wszystkie Vi and Va, jakaś Barbie na moldzie Kira/Lea oraz nowym, jakaś Flavas, większa niż te co mam Bratz, i Meygana z Bratzillaz, coś z MH (Frankie?) i EAH (Hunter i Ashlyn!), a jak już myślę o dużych lalkach to American Girl, a jak o zagranicznych - Pony Parade od Chad Valley. Pięknie by też było mieć jakiegoś porządnego vintage Mattela i... szafę na to wszystko!
A jak już mowa o wysokich cenach, to kiedyś chciałabym zaprosić do siebie Philipa Coulsona od Hot Toys (a na razie w bliższej przyszłości AC/DC ;-) w wersji POP!) , ale dla niego musiałabym wybudować co najmniej dom.
 
AC (wersja POP!)
[źródło]

Agent Coulson Hot Ph... Toys
[źródło]
Na podobiźnie lalkowej mojego tv crush kończę naszą wycieczkę - dziękuję Wam za wspólną wędrówkę po moim prywatnym Muzeum Wyobraźni, muzeum lalek.
 
Jeśli pokochacie je choćby odrobinę, pojawią się na Waszej drodze i już nigdy nie zabraknie Wam tych wzruszeń. Lewant zna pewna formułę, która po francusku brzmi: "Qui mange du caviar, Dieu lui donne toujours un peu du caviar". Co znaczy: Kto lubi jeść kawior, temu Bóg zawsze ześle trochę kawioru. (WŁ: MW)
 
W co bardzo wierzę, co mi się spełnia i czego i sobie i Wam, drodzy lalkowicze,
nie tylko w kwestii lalek, życzę!

wtorek, 7 lipca 2015

My american childhood, czyli amerykańska Netossa (She-Ra Princess of Power) wprost z Polski

Moje "recyklingowanie" lalek tj. dawanie drugiego życia tym używanym nie zaczęło się kilka lat temu. Jak tak o tym myślę, pewnie zaczęło się nawet więcej niż 25 lat temu...
A było to tak. Mam niezbyt polskojęzyczną rodzinę w Ameryce - nasze relacje falują niczym sinusoida Krzyżanowskiego i w sumie niewiele mogę o nich powiedzieć w późnych latach 80. i wczesnych 90., bo byłam za mała. Ekscytujące (ponieważ lubię dostawać prezenty, obojętnie jakie, lubię tę przyjemność odkrywanej niespodzianki) wtedy było dla mnie to, że czasem przychodziły paczki, a w nich ubrania, zabawki. Oczywiście miałam mnóstwo kuzynostwa i je, jako starsze należało obdzielić lepszym... Ale byłam dzieckiem, które cieszyło się ze wszystkiego i nie chciało zbyt wiele (kiedy miałam okazję dostać nowych, amerykańskich! Barbie i Kena poprosiłam tylko o Kena, bo Barbie już miałam, używaną, po kuzynce). Do dziś pamiętam gdzie byłam i jaka była pogoda gdy dostaliśmy (dziś wiem, że kennerowskie) Truskawkowe Ciastko z jego domkiem, pachnące prawdziwą truskawką i do tego małe figurki innych postaci z tej bajki (teraz wiem, kto zacz i że bajka, wtedy często dostawało się coś o czym nie miało się pojęcia, a co to było, człowiek dowiaduje się dziś), były też (tak, dopiero teraz to wiem) Popplesy i Jem od Hasbro i lalki, których nie mogę sobie przypomnieć, ale z twarzy nie przypominały Barbie ani Jem. Mieliśmy też, hm... mamy całkiem pokaźną kolekcję figurek z animowanego He-Mana dziś już w stanie mocno zużytym, ale działa(ją)!, choć mają ponad 30 lat i przeżyły co najmniej czworo dzieci, a pięć-sześć to już na pewno. Kiedy jakiś czas temu zobaczyłam ich zdjęcie na nostalgiczno-wspomnieniowej amerykańskiej stronie z podpisem mniej-więcej takim: Pamiętacie? Mieliście takie w dzieciństwie? pomyślałam: No pewnie, że tak, tak! Miałam zatem prawdziwie amerykańskie dzieciństwo i to w Polsce na przełomie lat 80. i 90. XX wieku.
Wśród wspomnianych He-Manów, jego antagonistów i protagonistów były i lalki - mattelowskie: księżniczka Adora czyli She-Ra oraz królowa Angella. Nie pamiętam już dziś, bo i nie mogę czy były nowe, a jeśli już prędzej She-Ra siostry (pamiętam, że miała większość dodatków i był też jakiś rozkładany komiks o porwaniu jakiegoś dziecka - być może była to wkładka do tej lalki, mówiąca o jej życiu - znalazłam taki w sieci, ale nie jestem pewna czy to ten; musiała być też jakaś wkładka ze zdjęciami i podpisami lalek, bo niby skąd nieznające angielskiego ani bajki o Księżniczce Mocy kilkulatki miałyby znać imiona swoich lalek ;-) znałyśmy He-Mana, ale nie przeszkodziło nam to w mariażu iście lucasowskim - z powodu naszej niewiedzy Adora była u nas zawsze żoną Adama, swego bliźniaka) niż moja Angella. Moja różowa Anielica była czesana tak poważnie, że aż tata musiał dwa razy sklejać jej głowę, bawiona tak wytrwale, że aż złazi z niej farba, a skrzydeł, które ma do dziś, nie może już zakładać, bo bolce mocujące się złamały. Jest od kilku lat przy moim łóżku, lalka starsza ode mnie o rok, którą pamiętam od zawsze.
Dzisiaj jednak nie o niej, a o lalce, której w życiu bym nie poznała, gdybym od ponad 25. lat nie "bawiła" się Angellą. Znalazłam ją wśród bobasków na lokalnym portalu i nie mogłam uwierzyć własnym oczom - patrzyłam bowiem na moją Angellę, ale AA! Ten mold jest tak unikalny, a zarazem taki sam dla wszystkich lalek z serii She-Ra Princess of Power, że nie sposób pomylić go z żadnym innym, nawet na kiepskim zdjęciu.
Netossa, bo o niej mowa, jest ekstremalnie (sami wiecie, przecież to AA) rzadką lalką, być może dlatego też, że była  jedyną ciemnoskórą bohaterką bajki o dzielnej Adorze! Jest też chyba jedyną bohaterką tej bajki, która swoje niezwykłe umiejętności łapania wrogów w zawieszone na plecach sieci, posiadła nie dzięki magii, lecz dzięki wytrwałemu treningowi... Naprawdę nie mogłam uwierzyć, że widzę ją i to jeszcze w części jej oryginalnego stroju (lalki z tej serii mają (na)malowane wysokie buty! i "strój kąpielowy" pod prawdziwymi ubrankami z materiału i materiałowo-plastikopodobnych tworzyw sztucznych) w Polsce. Może ktoś też miał tak jak ja amerykańskie dzieciństwo, a może kupił w SH, dziecko się pobawiło i poszło na sprzedaż? Nie wiem, wiem, że kontakt ze sprzedawcą był przemiły, a sama lalka kupiona za 3 złote (choć literalnie nie sama, dostałam do niej gratis bobaska Zapf) bardzo mnie ucieszyła przed niemiłymi badaniami. Lalka w bieli, błękicie i srebrze, o dziś wyglądających na zielone, a nie niebieskie włosach, okazała się moją równolatką, przynajmniej w sygnaturze - mold ten sam, ale mocowanie głowy inne; Angella i She-Ra jako lalki rok starsze (sygnowane datą 1984), mają ciało plastikowe odlane wraz z szyją, na którą nasadza się gumową głowę - mogą jedynie obracać ją na boki; Netossa może już kręcić głową kółka jak na rozgrzewce na wuefie - do szyi, "wklęsłej" w środku wsadzono przezroczysto-białą kulkę bez kotwiczki, jak w (niektórych? moja siostra takiego miała) Superstarach. Lalka była mało używana, do tego stopnia, że gumka utrzymująca spięte w warkocz włosy rozkruszyła się przy dotknięciu.
To naprawdę niesamowite, że ją mam! (I to z olx! Ostatnio prawie miałam stamtąd moje wymarzone BFC, ale osoba od której chciałam kupić sprzedała komuś innemu, choć byłam pierwsza w kolejce, mam tylko nadzieję, że którejś z Was!)
Wybaczcie kiepskie zdjęcie, pochodzi z dnia przybycia, bo Net została zapudełkowana. Lepsze i w pełni chwały, macie tutaj.
 W folii i taśmie.
 Widzę... nóżki? Niby zdjęcie spod lekarskiego gabinetu, ale żeby aż tak...
Bobasek Zapf i Netossa - ciekawe rodzeństwo z jednego... listu ;-)

UWAGA! Poszukiwana dobra dusza w Olsztynie! - znalazłam kolejną dżokejkę dla mojego Konia, niestety odbiór tylko w tym pięknym mieście... Dziękuję za UWAGĘ!

BONUS: PONIŻEJ MOJA LALKA Z DZIECIŃSTWA, ANGELLA. Niech patrzą zwłaszcza ewentualni kandydaci do mojej ręki, co robi z człowiekiem ponad 25. lat w moim towarzystwie;-)


wtorek, 30 czerwca 2015

Z miasta na wieś, czyli wszystkie moje Bratz

Kochani, przeprowadziliśmy się, lalki i ja, z przyczyn różnych, jeszcze nie wiem czy czasowo (czas pokaże) czy nie, na wieś.
Lalki są "kartonowe" i nie mieszkają w tym samym domu co ja, a do tego muszę w te wakacje domknąć parę ważnych rzeczy - pewnie postów będzie mniej. A może nie? Niewiadomych dużo, ale pozostaję "lalkowa" i "blogowa", nadal będę co najmniej! czytać i komentować.
I nadal wybieram się do Warszawy! Tylko proszę - nie w weekend po 18. lipca!
Pozdrawiam i prezentuję wszystkie moje Bratz (prócz Kidz, te w tym poście; zdjęcia gorsze niż zwykle, w trakcie przeprowadzki robione); może chcielibyście któreś zobaczyć na żywo? - piszcie, póki pamiętam, gdzie je mam ;-)


Syrenki

Wróżka, maluch z włoskami i dwa mini
Jade i dwie Sashe (niestety braki w plastikowym owłosieniu 1/6)

Cloe (jedna nie w swoim stroju, ale nie przebieram) i Yasmin x2
Hair Flair
Blondyni
Bruneci

Duże dzieci ;-)

 Yasminy

Jade i rudowłose (ta w najkrótszej sukience zrobiona z główki)

 Nevry i inne

 Cloe

 i jeszcze więcej Cloe

 Łyżwiarka (bez lodowiska, za duże jest), Cloe i Sasha

 The Movie - seria, którą chciałabym mieć całą (w zakresie dużych Bratz), szukam;
Yasmin w sukni Cloe "kolekcjonerki" z poprzednich postów.

Moja duma - pożenienie MGA z Mattelem: główki bezcielesne
osadzone na korpusach barbiowych i odziane (szycie nie moje) pod kolor makijażu.
 

wtorek, 23 czerwca 2015

Życie zaczyna się po trzydziestce, czyli (po)urodzinowi: Kostka i Kuba (Skelita i Jake)

Niezmiernie pięknie dziękuję wszystkim za życzenia! Zaraz będę odpisywać po kolei, ale najpierw - prezenty!
Chodzę cała szczęśliwa w środku, bo dostałam moje wymarzone lalki: Jake'a od Spin Master (Jake szuka dziewczyny, jakby co) oraz Skelitę Calaveras. Towarzystwo jest w tym samym wieku szkolnym ;-) ale jeszcze się nie poznali osobiście... 
Poczytałam sobie "ideologię" do Skelity i muszę Wam powiedzieć, że nie mogłabym wybrać sobie lepszej lalki, gdybym chciała wybrać swoje lalkowe alter ego, ponieważ (nie, nie jestem już tak koścista jak ona) Mattel twierdzi, że jest ona bardzo rodzinna, dumna ze swego dziedzictwa, łatwo nawiązuje kontakty, choć czasem woli swoją pasję niż je, bywa nieśmiała, jest bezinteresowna i oryginalnie się ubiera. Taka laurka ;-) A bardziej serio: lubię kości (danse macabre... itp., kiedyś miałam być archeologiem), lubię kulturę meksykańską, a przynajmniej malarstwo Fridy Kahlo (a to lubienie zaczęło się jeszcze przed "Fridą") i kiedy zobaczyłam pierwszy raz Kostkę, wiedziałam że chcę ją mieć. Widziałam ją z serii Upioryżowej i myślałam, ze nie ma piękniejszej, ale jest. Jest! I jest to ta, którą dostałam: z serii "Art Class" (druga seria, w której się pojawiła, z 2013). Wszystko mi się w niej podoba: i dodatkowy odcień włosów (niebieski/turkus!), i sukienka i buty i dodatki i to, ze robi ceramikę! Ale fajnie! Ja tam coś tam kiedyś tam lepiłam, ale nie wypalałam (modeliny gotowane, glina suszona), tak mi się skojarzyła z Kidą i jej dziełami, więc mi jeszcze milej. Niezbyt dawno właśnie u Kidy rozmarzałam się nad posiadaniem Skelity, za którą oczywiście się rozglądałam, ale nawet nie zdążyłam umieścić jej na łiszliście, bo już jest u mnie! Miałam jej nie rozpakowywać (żeby się nie zepsuła), wystarczyła jednak jedna sugestia (przypomina bohaterkę "Księgi życia" [polecam film: jest miłość, jest gitara, jest świnia, są kościotrupy - jest wszystko! bajka u nas nieznana praktycznie, nie było jej w kinach tylko na nośnikach, choć nowa], rozpakujmy ją!) i wyswobodziłam Skelitę i jej akcesoria.
Jake to po prostu Jake, o ile Skelitę myślałam, że zdobędę, to w Jake jakoś nie wierzyłam... Oboje odpuszczałam,  gdy chodzili taniej, ale to Jake powinien mieć do mnie większe pretensje - był jedynym chłopakiem od Livek, w ostatniej ich serii - a ja lata! tego nie wiedziałam! [BTW: zawsze uważałam, ze to dość ironiczny zabieg nazywać ostatnia serię (wave) lalek, choćby i plażową "Making Waves"] Oczywiście zaczął się pojawiać, ale w cenach koszmarnych... Kasia z Dziwaczkowa pocieszała, że będę mieć swojego, ale ja tylko umieściłam go na łiszliście, ale nie liczyłam, że go kupię, nie w najbliższym czasie... A teraz! Mam Jake'a, a Jake ma wszystko czego mu trzeba, a nawet więcej - bo dodatkowo koszulę, chyba kenowską, w niebieską kratę. Jake > Jacob, więc mówię na niego Kuba, bo gdybym była trzydziestolatkiem, a nie "ą" to tak miałabym na imię. 

Mam więc dziś 30. lat i tydzień i "parkę": Kostkę i Kubę - życie naprawdę zaczyna się po trzydziestce!!!










PS Skelita pozuje w moich ulubionych kwiatach, kojarząc się dodatkowo z mickiewiczowskimi "Lilijami" [To lubię!], a Jake w różach (niespodzianka od moich uczniów).

Bardzo dziękuję wiernemu Tomaszowi z familią i magji za piękne i niespodziankowe prezenty!
Dobrze wiecie, że sama bym ich sobie nigdy nie kupiła :-D

wtorek, 16 czerwca 2015

Trzydziestolatki, trzydziestolatki to ja i ty, to właśnie MY!

Stało się.
Nie chciałam, zapierałam się, wyglądałam młodziej niż lat mam, no ale trudno.

W bólu i rozterkach starzenia tzn. ekhem ku czci przypadającego 13go podobno Dnia Lalki, pocieszały mnie i tort na lalce, krem przeciwzmarszczkowy oraz kolorowankę "Mam 30 lat" przyniosły, moje lalkowe "starożytności": futrowa Sindy (sygnowana 033055X) jako bogata z domu i z kraju funta - życząc pieniędzy na lalki i jedzenie, Fleur (bez napisów) w sukni mojego projektu - życząc bym mimo zacnego wieku dalej ubierała się po swojemu oraz pewna swego wieku i ubrana w oryginalne ciuszki Trollka DAM z mojego rocznika (prezent od Mamy) - czego życzyła? cóż... sami wiecie, czego życzyć mogą Panny Młode ;-)
 



 
[zdjęcia jak zwykle brzydkie, ale dziś musicie mi wybaczyć!]
 
Pozdrawiam wszystkich urodzinowo i serdecznie! Miejcie miły dzień, jako i ja zamierzam!