Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barbie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barbie. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 października 2020

The report of my death was an exaggeration, czyli mój i nie tylko mały kambek

 Dzień dobry/Dobry wieczór,

wracam, wracam i to po dłuuuugiej przerwie. 

Lalkowanie odłożyłam trochę w kąt, ale nie aż tak bardzo... Jak pisano w jednej z moich ulubionych gier: "Populacja lalek zwiększa się". Za to z blogowaniem było mi nie po drodze. Czas to zmienić :)

Na pierwszy ogień wykonany przez niezwykle utalentowaną osobę (dziękuję Marii!!!) repaint jednej z nowszych faszek wykonany na moje podobieństwo. W te deszczowe dni zasyłam kilka wakacyjnych fotek.


Oto i ona, moja własna mini-me :)



Przy lepieniu babek z piasku.


Zamiast baby wyszedł też niby Baby, ale Yoda...


Ja pływałam, mini pozowała...


Piękne wspomnienie wakacji na Lubelszczyźnie...

Pozdrawiam serdecznie i nadrabiam zaległości w przeglądaniu Waszych blogów!

Bądźcie zdrowi i uważajcie na siebie!

MoxieFun

środa, 27 stycznia 2016

EDIT: Barbie na roczek, czyli rzecz o Majce (Barbie Superstar Fun Time 1986)

A wszystko zaczęło się od wizyty w pewnym nowootwartym supermarkecie... 
(a właściwie od najlepszej przyjaciółki, a jeszcze właściwiej od mojej lalki z dzieciństwa, 
a...le to już inna historia).


Tak właśnie kończył się, dokładnie rok temu, mój pierwszy post na tym blogu. Od tego czasu odwiedziliście mnie 8670 razy, zaś najpopularniejsze posty ponad 400 razy, zostawiając nawet 30. komentarzy - nigdy nie myślałam, że dzięki pisaniu poznam tylu fascynujących i zakręconych ludzi, wirtualnie i na żywo. Dziękuję Wam!

Dziś o mojej pierwszej i jedynej Barbie z dzieciństwa. Na imię ma Majka (tak, tak jak Majka Jeżowska i pszczółka Maja ;-)) i wiele ze mną przeżyła: moje hospitalizacje, eksperymenty brata, najazdy dzieci z rodziny dalszej i bliższej oraz koleżeńskie...
Wygląda jak wygląda (gorzej niż ją zapamiętałam), ale wiąże się z nią wiele pięknych wspomnień. Była moją prawdziwą przyjaciółką w dzieciństwie, a wiadomość, że mogę ją ze sobą wziąć do i z szpitala, była najlepszą w moim ówczesnym życiu. Tylko Majka spośród moich lalek miała męża (niezbyt męskiego, ale co mi tam - Kena Glitter Beach) i tylko ona, jak się okazało po 20. latach była  jedyną moją Barbie od Mattela (bawiłam sie jeszcze Totsy i lalkami Creaty, siostra miała jeszcze Jem od Hasbro). Co ciekawe w tamtym czasie poprzestawałam na małym - kiedy miałam możliwość posiadania drugiej Barbie - odmówiłam. Majka wystarczała.

EDIT: Potwierdzone (u mamy) info: moja Majka to Fun Time Barbie,1986 (#1738)
To zupełnie niesamowite, że nieintencjonalnie mam część jej imienia w nazwie bloga :-)

Taka (mniej więcej, na pewno bez zegarka i chyba bez geterek) była u mnie w 1989 roku: 


A oto i ona dziś (uwaga golizna + kiepskie zdjęcia + obraz nędzy i rozpaczy):










Dlaczego pokazuję Wam tego oto uroczego, ale jednak trupka? Po pierwsze: Bawiło się nim jakieś 7 dzieci - i to widać... Chciałabym przywrócić jej część dawnego blasku. Jeśli ktoś z Was wszczepia barbiom włosy (nie umiem) i/(a jeszcze lepiej)lub maluje im buźki, może zechciałby ją odnowić? A może znacie kogoś? Dajcie znać.
A po drugie: może ktoś z Was zna moją Majkę. Tak wiem, rozpoznać ją w takim stanie nawet nie graniczy z cudem tylko nim jest! Mam jednak kilka podpowiedzi, może ktoś-coś.
  • Oczy: niebieskie (makijaż starty lakierem, skutek zabaw młodszego brata); ale przebija spod spodu nieco zieleni, ale nie wiem, czy były zielonkawe, ja pamiętam tylko niebieski; cienie teraz starte, ale mogłabym przysiąc że były fioletowe (choć nie jestem już taka pewna jak jeszcze z rok temu); po pięć rzęs, brwi brązowe;
  • Usta: koloru magenta, nieco ciemniejsze niż te (i nos raczej mniejszy): 
  • Włosy: miodowy blondy, ale z tego co pamiętam miały też jaśniejsze blond pasemko/a; na środku "czoła" rootowane w gęstej "kępce"; czaszka malowana na żółto, z tyłu wypukły na wypukłym prostokącie numer 37;
  • Twarz: fabryczne dziurki po kolczykach, malunek moldu typu takiego jak tu macie:
    żadne tam obfite makijaże (jak np. ten: 


                                                            
  • Sygnatury: na plecach (c) Mattel, 1966; reszta była w środku głowy - nie zachowała się z powodu uszkodzenia i klejenia głowy;
  • Ręce proste, nogi zginalne, gumowe; plastik nieco się odbarwił.
Coś co może (a może i nie...) pomóc. Na pewno miałam ją w Święta Bożego Narodzenia 1989, mam ją ze Stanów (mogłam wówczas ją dostać "od Mikołaja"). Nie wiem czy była używana, czy z pudełka, na zdjęciach ze mną pod choinką na przełomie 1989/1990, uczesana jest wówczas w warkocz/skręcenie włosów, obok niej na zdjęciu przewija się Jem od Hasbro w sukience fioletowo-różowej (1a ed. 1985, 2a ed. 1987 - myślę, że koło tego roku (w nim i po nim) trzeba szukać). EDIT: a jednak po '85 (mój rocznik!), hihi.
Pomóc mogłoby ubranie - ale nie wiem, czy było oryginalne. W każdym razie znając moje zamiłowanie do porządku, jeśli dostałam ją w nim, to jej nie przebierałam (chyba) - na dwóch zdjęciach, oddzielonych czasowo, jest ubrana w taki sam strój. A oto jedno z nich. Poniżej mój rysunek tego odzienia.

Góra to jakby strój kąpielowy - do fitnessu: body z rękawami typu t-shirt, zakładane jak na rysunku: żółto-różowe, żółtych spodni nie pamiętam, podobnie jak białych butów z różowym futerkiem u góry. EDIT: jednak to nie był jej strój, dlatego nie mogłam jej znaleźć po ubraniu.




Podobna do Barbie Island Fun, którą pokazałam tu, ale za jasny plastik, inne włosy.... Słowem...
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...
Dziękuję pięknie za rozpoznanie i kłaniam się nisko niesamowitym: Lunarh i Urszuli - nie przeszkodziły Wam w jej rozpoznaniu nawet moje odzieżowe (niezamierzone!) zmyłki - jesteście wspaniałe!
Poniżej spam zdjęciowy z internetów...





Z koleżankami (wymieniła się kolczykami z niebieską),
a review tu: https://www.youtube.com/watch?v=gqn_8JYy-_0

Dziękuję Wam za wspólny rok pełen wrażeń, trudnych decyzji, ale i niezapomnianych chwil.
Pozdrawiam serdecznie!

PS Kilka ciekawych linków okołolalkowych:
- w temacie repaintu - Bratz jako niezwykłe kobiety naszych czasów: http://www.boredpanda.com/inspiring-women-dolls-wendy-tsao/
- w temacie Barbie - Barbielucja: http://www.boredpanda.com/faces-barbie-evolution-1959-2015/
- jw. niezła "sztuka" Barbie: http://www.boredpanda.com/classic-paintings-barbie-dolls-catherine-thery/
- jw. zmiany, zmiany - wszyscy się dziwią, kolekcjonerzy od dawna wiedzą: http://www.usatoday.com/story/money/nation-now/2016/01/28/barbies-new-shapes-tall-petite-and-curvy/79449784/



wtorek, 9 czerwca 2015

Dwie parki, czyli wygimnastykowane: Stefania i Barbara oraz bobaski: Kapustek i eNeNek

Dziś dwie dziewczyny i dwóch chłopców, cztery różne firmy, lalki znane, ale jednak nie.

Po pierwsze Stefania. To oczywiście stara Steffi Love, spod Hali Targowej, znana Wam już z tego posta. hojnie obdarzona przez producenta artykulacją. Nie, nie wiem kto ona, na potrzeby fotorelacji, wymyśliłam sobie, że będzie nieustraszoną pogromczynią dzikich zwierząt, zwłaszcza węży (ja tam lubię, ale jestem w mniejszości). Sukienkę uszyłam na oko: wycięłam kieszeń ze starych jeansów, zwinęłam w rurkę, wykończyłam dwoma szlufkami i jest. Sygnatury: Simba-Toys Steffi Love [głowa] i Simba (ze słoniem) Made in China [ciało].

Steffi Love
 
Była starość, są i "nowości" z zeszłego wtorku. W SH była dwa razy: po otwarciu (dzikie tłumy) i po południu (mniej dzikie, ale nadal tłumy). Rano wyniosłam prócz poniższych miśka Build-A-Bear za 70 groszy i zafascynowałam się bobasem anatomicznym, który już nie zmieścił mi się do torby i którego sygnatur nie znałam, więc zachciało mi się poznać. Wróciłam więc po południu i opłacało się, bo trafiła mi się...
 
Po drugie Barbara, wcale (u mnie) nowa, za lewe pieniądze (kosztowała 9, obniżyli mi na 7) na Dzień Dziecka nabyta. Wyciągnięta z koszyka z czapeczkami dla dzieci za drugim, popołudniowym podejściem do dnia przeceny, mattelowska Barbie, też hojnie, choć nieco skromniej niż Steffi, artykułowana. Podejrzewana o bycie Gymnast Barbie, u mnie miała być raczej (te zmasakrowane, za krótkie na wszystko włosy) tancerką w typie Maddie Ziegler. Nie miałam jednak dobrego koloru na body, więc użyłam białego i ozdobiłam srebrnym sznureczkiem; z tyłu nie jest aż tak udanie, ale kto by tam patrzył. Sygnatury: Mattel 1976 [głowa] i 1993 Mattel China [ciało].

Barbie, NN
 
Po trzecie Kapustek. 70 groszy. Z pierwszego (rannego) podejścia do przeceny. Członek rodziny Cabbage Patch Kids, podejrzewany o bycie chłopcem. Z tą linią lalek zapoznałam się dość wcześnie - moja siostra miała twardogłową dziewczynkę - lalka była urocza, ale nie opłacało się denerwować Młodej, gdy miała ją w rękach. Auuuć! Gdzieś tam mam jeszcze ze dwie dziewczynki, ale dzisiejszą Kapustkę podejrzewam o bycie chłopcem, bo cały niebieski. Ponadto jest mięciutki i ma w głowie grzechotkę. Tym by siostra nie pobiła, oj nie. Lalki wymyślił i sygnował Xavier Roberts. W ogóle "strasznie" urocza historyjka/bajka założycielska tych laleczek, cieszę się, że mam kilka, zakupionych jeszcze przed erą mojego tzw. kolekcjonerstwa. CPK były i są produkowane przez różne firmy począwszy od 1978 roku. Mojego chłopczyka podejrzewam, za niniejszym zdjęciem, za bycie dziełem Hasbro na podstawie tego zdjęcia i opisu (czyli lata 1988-1994), ale nie jestem pewna - lalka na zdjęciu ma inne usta niż moja. Sygnatury: CPK [na ubranku] i Cabbage Patch Kids Babyland Collecion (na metce).

Cabbage Patch Kids
 
Po czwarte eNeNek - lalka anatomiczna, chłopiec z brązowymi oczami, nieznanej mi firmy i w nieznanym wieku. 70 groszy z drugiego podejścia do SH. Miałam nie brać, bo duży, bo brudny (jeszcze go nie domyłam) i już szłam na drugą salę go oddać, gdy usłyszałam jak starsze małżeństwo komentuje ją: "Jaka śliczna lalka, zobacz nawet takie tu są! I nie trzeba ubierać!" No więc jak śliczna, to choć duża i wzbudza u mnie uczucia staropanieńskie (chyba każdy miał jaką ciotkę starą pannę, która trzymała w salonie lalkę?), to biorę! Niestety nie wiem kto to, co w dzisiejszym poście nie dziwi. Sygnatura (dość dziwna): 40 (Z) 1 G [to (Z) jest w takim jakby słoneczku/kwiatku o 12 promykach/płatkach). Dzięki Szarej Sowie wiem już, że jest to bobas od Zapf Creations! Okazał się, że ów kwiatek z "Z" w środku to sygnatura tej firmy gdzieś z lat 80. XX w., a reszta to pewnie oznaczenie serii/linii lalek. Dziękuję serdecznie za pomoc! TUTAJ wpis Szarej Sowy o Zapf i zdjęcie rzeczonej sygnatury.

It's a BOY!

Włosy jak Wodecki... ale lalek NN
 
Może ktoś-coś? Jeśli znacie moje najnowsze lalkowe domowniki - piszcie. Dziękuję!
 
 
PS A na koniec, dla cierpliwych, historyjka o moich nowych (współ)lokatorach.
 
Scena pierwsza i kolejne: Jak powstał strój Barbary...


 

Zabawy z szarfą kończą się pomysłem na nowy kostium do ćwiczeń.

 
Barbara odwiedza swoją koleżankę Stefanię, równie wygimnastykowaną co ona...
Nie wie, że Stefania zajmuje się teraz tresurą węży, dlatego spokojnie rozgaszcza się w mieszkaniu koleżanki...




 O nie! Gdy Barbara suszy włosy po kąpieli, spod ławy wypełza wielki wąż!
Barbara krzyczy przerażona, a włosy stają jej dęba: Ratunku!

 Stefania przybiega i znajduje przyczynę przerażenia Barbary.
- To mój pupilek, wabi się Reggie! - wyjaśnia Stefania i już po chwili obie przyjaciółki
relaksują się rozmowa w towarzystwie niegroźnego węża.

 A co słychać u eNeNka i Kapustka?
Wygląda na to, że też się relaksują...

Prawie jak do chrztu, prawie jak dziewczynka. Prawie.
 

czwartek, 21 maja 2015

Bicie rekordu albo Mona Lisa czyli koleżanki i koledzy RG od kosza

Cześć, dzisiaj poznacie powód, dla którego stałam się niespodziewaną właścicielką Rochelle Goyle ;-)
 
To był tak, to było tak - przed weekendem majowym weszłam do SH, było kilka lalek Barbie z przedostatniego moldu, ale drogo... między nimi maluszek z uroczą buźką i nieznaną mi sygnaturką oraz jego jak dedukowałam, "mama", gdyż lalki wydały mi się podobne, pewnie przez włóczkowe odzienie (być może były od jednej osoby, bo nawet Barbary ubrano w wełniane, choć o wiele gorsze i niezbyt pasujące, "ubranka") i HONG KONG na ciele. Podeszłam do kasy, wywiedziałam się o ceny... z kalkulacji wynikało, że wszystko prócz dzidziusia za drogie. Pomyślałam tak - cóż takich Barbiów nie zbieram więc OK, a po "mamę" wrócę, jak dowiem się skąd dzidziuś (a więc i ona) i zabrałam go do domu za 70 groszy. Oczywiście coś tam się dowiedziałam, ale uznałam, że może to niekoniecznie to... a w międzyczasie żałowałam, że nie kupiłam "mamy". Wróciłam do SH tydzień później, myślę - jak będzie to będzie... Poszłam a tam pierwszą rzeczą jaką wyciągnęłam była znana Wam już Roch (Barbiów już nie było). 
 
Wyciągnełam jeszcze takie "bezcenne" cuda:
 
Nie, nie wiem co to, zdało mi się urocze i przypominające Monchhichi
(musiałam przegapić jakąś czapkę, bo włosów ma tyle ile widać, czubek głowy łysy,
ale uciekłam szybko od kosza, bo się bałam, ze mi dzieci wyrwą lalki ;-P)

To wiem co, ale wzięłam z chytrości, bo nie mam takiej lalki - pomyślałam o nich jako o dawcach głów...
Ale gdyby ktoś coś - chętnie przygarnę takie ciało.

Oraz "mamę" bez głowy... na szczęście była w pudełku i z wszystkim - do kasy. Zdecydowana byłam kupić tylko ją, ale pomyślałam - nie zawadzi spytać o resztę. 3,50 - usłyszałam. Za wszystko :-) Bicie rekordu (70 gr za sztukę!) zakończyło się sukcesem!
A teraz odkrycia.


Najpierw dziecko - sygnatura [cała na "prostokącie" z tyłu głowy] (c) U.D.CO.INC [poniżej] HONG KONG; na karku miejsce, w którym chyba miała być druga sygnatura, albo była i została zamazana w trakcie produkcji (?), mogę odczytać tylko coś co wygląd na "H"[ongkong?]. Głowa guma, ciało plastik. Ubranko staranne, ale raczej nie oryginalne. Po długich poszukiwanio-porównywaniach stwierdzam, że: 1) maluch jest wyrobem firmy Uneeda Doll Company; o tej amerykańskiej firmie, powstałej na Brooklynie i działającej w latach 1917-1991 [niektóre jej lalki są sygnowane inaczej, stąd znana jest też jako Tony Toy Company of Hong Kong], można dowiedzieć się więcej tutaj (polecam tę stronę), 2) jedyna pasująca do opisu lalka tej firmy to Pee Wee (zobaczcie czy nie podobny "pyszczek" i ubranko na zdjęciu tutaj, choć  mój lalek się nie zgina ;-), tak jak i jego "mama"), zatem jest to któryś (a właściwie któraś) z [The Pocket Size Doll] Pee Wee firmy Uneeda. Lalki te, mierzące 3 i pół cala, pojawiły się po raz pierwszy w 1965 roku i produkowane były do lat 80. XX wieku (wczesne ich wersje miały na stopach napis: Pee-Wees T. M.). Pee Wee - to zabawne i urocze zarazem imię doskonale pasuje do tego szkraba, choć niestety nie wiem, który/a to, może kiedyś znajdę, na pewno nie z pierwszych, bo nie ma podpisach nóg.
 
 
Teraz "mama" - po tygodniu w SH utraciła głowę, która walała się po koszu bez korpusu, miała też rozprute sukni "ramiączko" od sukienki na szczęście i ja, i sprzedawczyni pamiętałyśmy, że "mama" miała głowę i póki jej nie znalazłam, zakrywałam dzielnie koszyk przed nieletnią dziewczynką (ale nie martwcie się, jej mama i tak nie chciała jej nic z kosza kupić, więc z dzieckiem o lalki się nie biłam).Jest to lalka pełna niespodzianek. Po pierwsze, dobrze zapamiętałam, że obie lale wyprodukowano w Hongkongu, ale "mama" poza napisem "Made in Hongkong" na plecach i takim samym na każdym bucie, nie posiada innych (ciało plastik, głowa guma - ale bez oznaczeń). Po stwierdzeniu tego faktu na miejscu w sklepie wiedziałam już, że nie jest mamą. Ale OK, zapłaciłam, to mam i do domu wracam. W domu - cuda panie, cuda - czyli robię oględziny kiecki, a tu taki widok:
 
Nie chcecie wiedzieć z jaką sztuką quasi-koniakowskiej bielizny mi się to skojarzyło ;-) ale po konstatacji, że to nie może być to co myślę, odważnie przeszukałam jej "kieszenie" i znalazłam to:
 
 
Serwetkę, na której jednej części znajdował się rysunek naczyń i napis: "Przy opuszczaniu stołówki, prosimy o zwrot naczyń. Dziękujemy za pomoc!" Fakt: 1) lalka była w stołówce; 2) lalka była w Norwegii. Pomyślałam wtedy: a co, jeśli lalka stała na stole, a w jednej kieszonce miała solniczkę, a w drugiej pieprzniczkę, albo w obu serwetki? Mogło tak być, zwłaszcza w jakiejś domowej/rodzinnej restauracji.
 
Na koniec zdjęcia, lalek sztuk dwie ze sztuką... Tajemnicza Norweżka z Hongkongu występuje, a jakże, przy jedzeniu by Cezanne, a malutki amorek przy tycjanowskiej Wenus. Razem, już odziani, oglądają Mona Lisę - czyż moja tajemnicza brunetka z uśmiechu i nieznanej do końca przeszłości nie przypomina Wam bohaterki tego obrazu Leonarda?