Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1987. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1987. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 października 2020

LLL, czyli kolekcja prawie kompletna

Jak już kiedyś pisałam jako dziecko fascynowała mnie długowłosa księżniczka Lady Lovely Locks :) Kiedy tylko dowiedziałam się o lalkach (ok. 22 cm, produkowane w latach 1987-1989), postanowiłam ich szukać :) Nie było łatwo, najpierw długo nic, a potem jak się trafiały to w drogich zestawach, ale jak już się trafiły to i przystępnie i w sumie w dobrym co najmniej stanie (kupuję tylko w Polsce), radości było ci nie miara!

Obecnie, gdy jak uważałam, udało mi się zebrać prawie całą serię, okazało się, że lalek było jeszcze więcej niż myślałam, jakieś wróżki czy syrenki... Obawiam się, że nie do dostania w Polsce, ale o dotychczasowych nabytkach z tej serii też tak myślałam. Wszystkim, którzy chcieliby się nieco więcej dowiedzieć o tych lalkach polecam tę stronę.

Dziś prezentuję kilka zdjęć Lady, towarzyszą jej urocze Pixietails.


Lady Lovely Locks we własnej osobie 💗


A we włosach Pixietails 🐇🐇🐇


Zwierzęta we włosach... 
Mogłoby to niepokoić, ale nie w świecie LLL...


Pixietails w kształcie spineczek-króliczków (jak w bajce), można ozdobić nimi fryzurę lalki i swoją ;) czego dowodzi ówczesna reklama.

Lalka nie posiada bucików ani grzebyka, poza tym jest kompletna :)

Dwie kolejne Maidens są obecne i mają już swoje suknie, znalazł się i Książę. W tej chwili szukam tylko czarnego charakteru bajki - Duchess RavenWaves i ewentualnie pozostałych brakujących Maidens z serii Enchanted Island: GoldenWaves i MistyCurls. Księciu brak także butów, peleryny i nakrycia glowy... Oczywiście szukam też butów i Pixietailsów ;) więc gdyby coś-ktoś..., ale powolutku, po kolei.

Pozdrawiam Was ciepło, trzymajcie się zdrowo!


poniedziałek, 11 maja 2015

Fioletowy fascynator, czyli "ślubna" NN Barbie Superstar (Island Fun)

Niby maj jest bez "r", więc ślubów jak na lekarstwo, ale jeśli ktoś tak jak ja w przesądy nie wierzy (nie wierzyli w nie i moi dziadkowie, którzy rocznicę ślubu obchodziliby 1. maja), ma ku ślubnym dzwonom w maju wiele uroczych "okazji" - długie weekendy, słoneczne dni, konwalie i inne białe kwiaty, które nawiasem mówiąc, tak bardzo lubię...

Dzisiejsza Barbarę poznaliście jakiś czas temu, o tu. Przybyła ze Skipper i ubrankami z "różnych parafii".
Lalkę wymyłam, zwłaszcza włosy - te akurat na końcach się skręciły, więc tylko lekko je rozczesałam. Prócz ubytku włosów i chcącej się nadkruszyć szyi, którą wzmocniłam akrylem oraz "domowych" dziurek w uszach, lalka jest w świetnym stanie.
Jakoś od początku myślałam o niej jako o pannie młodej. Ale do jej makijażu - fioletowy cień do oczu - biała sukienka mi nie pasowała... choć to właśnie ona przybyła mi z pomocą - przy zepsutym rzepie był kawałeczek ciemnofioletowej wstążki. Uznałam to za dobry znak i postanowiłam ozdobić sukienkę taką właśnie szarfą.
Drugim około ślubnym problemem okazały się włosy Barbary. Piękne, lekko kręcące się, lecz wycięte nad lewym okiem. Wpadłam zatem na pomysł by zrobić Młodej wstążkową opaskę... a potem na jeszcze lepszy - wstążkową ozdobę do włosów, zakrywająca ubytek. Nazwałam ją modnie fascynatorem ;-)
Postanowiłam użyć do tego także fioletowej ozdoby do włosów, jak podejrzewam należącej kiedyś do  Totally Hair Barbie z 1992 (czy przypomina Wam myjkę do ciała? ;-)) To pod jej kolor, z pamięci dopasowałam w zeszłym tygodniu wstążkę i "szyłam".
Myślałam inaczej, wyszło tak jak niżej, myślę, że całkiem udanie, choć okazało się, że sukienka jest nieco za ciasna na Barb i nieco spada (doszyłam rzep i wstążkę; ozdobę owinęłam wstążką i przypięłam zabezpieczoną lakierem przed utlenianiem szpilką). A teraz kilka zdjęć (za bukiet posłużył materiałowy pierścionek). Towarzyszy stojaczek na jedną nogę (taki z lat 80. XX w.), nabyty również z lalką.
Ja wiem, że w Malezji (sygnowana: ciałko 1966, głowa (wewnątrz) 1976) wyprodukowali dużo takich (mnie przypomina moją Barbie z dzieciństwa o imieniu Majka), ale może ktoś coś?
Edit: Dzięki Lunarh wiem już, że jest to Barbie Island Fun z 1987. DZIĘKUJĘ!!!






 
 
 

 
 
Barbie Superstar: NN
Barbie Island Fun, 1987
Dzięki jeszcze raz serdeczne dla LUNARH!
 

piątek, 13 marca 2015

Nie wierzę (w przesądy), czyli piątek 13go, SH i ja

Nie, nie wierzę w przesądy. A nawet gdybym wierzyła (a nie wierzę), po dzisiejszym dniu, musiałbym przestać.
W ostatnim czasie Katarzyna zaprezentowała swoje Starki... taką nostalgię miałam... W dzieciństwie miałam tylko jednego Superstara i był on moją najulubieńszą lalką-przyjaciółką ;-) Jakby mi tego mało było, dosłownie wczoraj, zaciekawiona nazwą, odwiedziłam pierwszy raz nieznanego sobie wcześniej amerykańskiego, lalkowego bloga i pobieżnie przeglądając zawartość więcej czasu poświęciłam przejrzeniu zakładki "moje lalki". A tam ona... Skipper... Tak mi się (znów) zachciało tej lalki... Kiedyś odpuściłam fajną aukcję "staruszki", ale to urocze mordki z superstarowych czasów wywołały ów wczorajszy sentyment.
Feralny piątek 13go, a mnie się wszystko i udało i ułożyło. Misterny plan, który zawierał m.in. zaległe odwiedziny "imieninowe", pozwolił nawet, przy tej okazji na wstąpienie (podczas oczekiwania na powrotny autobus) do dawno nieodwiedzanego przeze mnie SH. Nawiasem mówiąc, mam duży sentyment i lubię (zwłaszcza niektóre) te przybytki, a wśród nich zwłaszcza te ciucholandy, które ekhem... nie "pachną", takie w których rzeczy nie ciągną się kilometrami, a najbardziej takie, gdzie są zabawki, bo to (przynajmniej) zakłada obecność lalek. Dziś, choć dawno w SH nie byłam, a w tym konkretnym to już szczególnie, a jeszcze dawniej coś tam lalkowego/zabawkowego kupiłam, coś mnie tam ciągnęło.
 
Wchodzę bez większej nadziei, i od razu przez pierwszą większą salkę, do mniejszej: tam wszystko co lubię: chusty, torebki, zabawki. Omiatam szybkim "lókiem" zabawki reprezentacyjne przy wejściu - nic ciekawego, a przynajmniej nic, czego bym wcześniej nie widziała (wypatrzyłam jednego pelikana TY z tych większych, ale nie zawahałam się ani chwili). W małej salce same starsze panie... Przebierają chustki i (w sumie nie wiem co), bo już widzę, że w koszach nie ma zabawek... Smutno. Biorę pomarańczową arafatkę pod kolor do moich dzisiejszych butów. Myślę: "choć tyle będzie". Chcę dalej patrzeć na chustki, ale ogląda je ze obok starsza pani. Czekam na swoją kolej. Ale wtedy na oknie dostrzegam plastikowe pudełka - chustki są już stracone. W pudełkach na wierzchu miśki, cos co przypomina ochraniacze i rzeczy cóż... nie wiem jakie (tj. bardzo poniszczone). Zniechęcam się po raz drugi. Wyjmuję... Superstara, a zaraz potem... Skipper! I jeszcze ubranka (nie wiem czy oryginalne, ale czy to ważne). Nerwowo zbieram wszystko, ale panie widać nie są fankami Barbie mojego dzieciństwa, bo choć omiatają wzrokiem i ręką pudełka, nic mi nie umknie. Pakuję (prawie) wszystko do torebeczki z "kraty" i do ważenia. Waga łaskawa, wczoraj (czwartek) była nowa dostawa, więc dziś trochę taniej. Wszystko poważone daje taką cenę, że chce mi się śmiać, więc ze słowami "jak szaleć, to szaleć" i szalonym uśmiechem, płacę.
Rezygnuję z dwóch podartych ubranek, ale potem zaczynam żałować, że nie wzięłam jednego z nich - kenowych spodni, ale bez góry to... no wiecie... Pakuję wszystko, płacę, biorę resztę.
 
Ośmielona tym wszystkim pytam nową (bo nie znam, nie kojarzę), młodą (nie przyjrzałam się, ale obstawiałabym mój wiek, albo coś koło tego) sprzedawczynię:
-Przepraszam, a często macie Państwo lalki?
-No tak, czasami. Ale  TE ŁADNE to zawsze od razu sprzedajemy, we czwartek - dopowiada pani asekurującym się/przepraszającym/lekko zdziwionym tonem głosu i spogląda (nie)znacznie na moje lalkowe zakupy.
-Ładne? TE są najładniejsze! - odpowiadam z rozbrajającym uśmiechem. Widząc jednak jeszcze większe niż wcześniej zdziwienie malujące się na twarzy miłej pani, szybko dopowiadam: bo wie Pani, to są lalki z mojego dzieciństwa.
I zanim okaże się, że zdradziłam sprzedawczyni największy sekret marketingu ciucholandowego, przez co od teraz każda lalka, nieważne w jakim stanie, kosztować będzie co najmniej naście złotych (chciano mi tak sprzedać kiedyś, w innym SH nagusieńką, bosą, bidną Bratzkę), uciekam ze sklepu na autobus.
W drodze z przystanku do domu, drogę dwa razy przebiega mi czarny kot. A że hodowałam kiedyś takowego i nie, nie wierzę w przesądy, śmieję się mimo deszczu, mając w torbie wymarzone i "wypaczone" lalki.
 
Piątek 13go, czarny kot przebiegający drogę, rozbite lustro (dziś nie, ale ostatnio ze 3 lusterka poszły), nie wychodź w ten dzień z domu, to przynosi pecha... Nie, nie wierzę w przesądy. A nawet gdybym wierzyła, to dziś musiałbym przestać.
 
No dobra, nie był do końca czarny,
ale w końcu jest kot na moim blogu!
 
Oto one, wybaczcie zdjęcia, robione na gorąco (dosłownie też, bo na kocu), przed myciem "lepiących się nieco panien". Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie - niech pisze, chętnie uzupełnię im metryczki ;-)
 
Ubranka (z różnych "parafii").
Bardzo fajny ten żółty płaszczyk, ale... czy ktoś wie czy w ogóle da się sprać pisak?

Jakaś Barbie (Superstar): Island Fun Barbie, 1997.
Oczy niebieskie, delikatne cienie fioletowe, usta jasno różowe, włosy miodowy blond, lekko kręcone, za łopatki.
Niestety sklejone były czymś czerwono-różowym i mają ubytki. Poza tym OK, tylko dziury w uszach "domowe".
Sygnowana: ciałko 1966, głowa (sygnowana wewnątrz) 1976, Malezja.
EDIT: Wdzięczna Lunarh za identyfikację, donoszę, iż jest to Island Fun Barbie, 1987.

Jakaś Skipper [Czy może to być: Teen Fun Party Skipper? taka mi się znalazłą].
Oczy fioletowe, usta wg mnie pomarańczowe, włosy dwukolorowe - różne odcienie blond (z tyłu głowy miodowe).
Sygnowana: (standardowo: ciałko i tył głowy) 1987, Chiny.