Nikogo nie można uratować na siłę, wbrew jego własnej woli. Świadomość ta uderza i boli, zwłaszcza gdy na tym kimś bardzo nam zależy. Bardzo.
Walczymy, staramy się pomóc, wierzymy, że się poprawi, często w końcu odchodzimy, odsuwamy się, chociaż kochamy, z nadzieją, że kiedyś, gdy błędy zostaną zauważone i naprawione, nastąpi powrót. Powrót człowieka, którego znaliśmy na początku, a którego teraz w nim nie ma. Cóż, nikogo "ten drugi" nie możne uratować od... niego samego. A chciałoby się.
Lalki zaczęłam zbierać "na poważnie" w dość specyficznym okresie mojego życia, które stawało się, pod pewnymi względami, wówczas powoli mniej oczywiste, a bardziej oniryczne (niestety z rodzaju spełniających się... koszmarów).
Lalki, prócz tego, że są piękne i cieszą (zwłaszcza oko), zadziwiają i zachwycają (różnorodnością: moldów, ciałek, ubrań, dodatków...), pozwoliły mi wtedy (i wspierają to do dziś), jak słusznie napisała Metka o sobie - "nie myśleć o głupotach", co dla empaty bywa dość trudne. Już samo lalek układanie, przekładanie, segregowanie (i szukanie o nich informacji) wprawia mnie, "pedanta na odwyku", w dobry nastrój i uspokaja, wprowadzając pewnego rodzaju miłe uporządkowanie w małej, ale jednak ważnej, sferze życia.
Tak, jestem uporządkowana, bywam dokładna i akuratna. Bywa, że widzę dalej, lepiej liczę, przewiduję konsekwencje, dlatego... chcę każdego ostrzec, wszystkich (pomóc) uratować. Mam swoje zasady i nimi (zwłaszcza: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe) się kieruję, żałując, że nie wszyscy tak robią. Dziś, w Święto Zmartwychwstania Jezusa, cieszę się z bliskimi z tej wielkiej Nadziei na Życie, ale i wspominam, ze smutkiem i bólem tych, którym nie tak dawno życzyłam powstania z ich problemów, wyrażając wiarę w możliwość odrodzenia i odbudowy... a którym to zupełnie się nie udało (a nawet pogorszyło, z ich własnej winy). Jest mi przykro, bo wydaje mi się, że mogłam zrobić więcej, ale zdroworozsądkowo wiem, że nic nie mogłam zrobić. Jeśli syn marnotrawny sam nie wróci do ojca, to nie pomogą mu wielkie neony: Zawróć, Przestań, Skończ z tym, rzucane mu pod stopy przez przyjaciół. Trzeba się z tym pogodzić.
To nie tak, że wolę lalki od ludzi (choć... może od niektórych;-)), ale im przynajmniej można pomóc i ratować je skutecznie, pewnie dlatego, że nie mają wyjścia Ich odrodzenie nie jest ich zasługą, tak jak ich zepsucie nie jest ich winą (pamiętacie "Toy Story 3"?).
Moje naprawy zaczęły się od skupowania ciałek - miałam nimi naprawiać lalki z dzieciństwa, ale w końcu tego jeszcze! nie zrobiłam. Potem przytrafiły się główki, które zaczęły znajdować właścicielki wśród ciałek. W końcu pojawiły się trupki. Prawie wszystkie one wymagały: "pary", napraw, odziania, obucia... A że naprawianie uspokaja mnie jeszcze bardziej...
Dziś z życzeniami Spokojnych Świąt w gronie Bliskich i wszystkiego dobrego, lalka, którą udało się uratować. Mogłaby z powodzeniem nosić imię Anastazja (tzn. Zmartwychwstała), gdybym tylko nadawała moim lalkom imiona. Podejrzewałam ją o bycie Mattel Mermaid Barbie z 1991 (więcej o niej tu), ale ma o jedną kropkę za dużo w oku... Gdyby nią była, to przeszłaby u mnie prawdziwą metamorfozę, z syreny znającej jedynie wodne pielesze, przez lądową piękność, po kochającą przestworza pilotkę ;-) Edit: Jest nią, jest! Dziękuję za potwierdzenie Misia27!
![]() |
| Żeby nie zakleić akrylem haczyka, włożyłam kawałek kartki między go a "in spe" akryl. Potem karteczkę wyciągnęłam. |
![]() |
| Szyja po zabiegu. Zielono mi.... |
![]() |
| Po nałożeniu głowy wygląda to tak /\. Pewnie da się lepiej, ale lalka, której make-up należy do moich ulubionych wśród superstarkowych, rusza głową! |
Kochani, raz jeszcze wszystkiego najlepszego!
Życzę Wam z całego serca, abyście powstali, wzorem Jezusa, z Waszych trosk i problemów, zwłaszcza w sytuacjach, które wydają się już martwe i przegrane!
Mam jednak nadzieję, że takich nie macie, dlatego życzę Wam tak:
Niech otaczają Was zawsze prawdziwe: pokój, radość, miłość i szczęście!
Wesołego Alleluja! MoxieFun





