Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2015

Coś nowego, czyli Miranda Diva Starz

Zanim Alicja, a zwłaszcza bogate łupy z SH nie zmieniły moich planów postowniczych, chciałam pochwalić się tą lalką.


Miranda, Diva Starz, Mattel: 2001
Jak widać już na pierwszy rzut oka - to nie Moxie to nawet nie MGA. To Miranda Diva Starz od Mattela, jedna z moich dziwniejszych (i bardziej lubianych) domowniczek.
To było tak... Właściwie nie pamiętam dokładnie już jak, ale skoro znalazłam ją na aukcji, musiała być podpisana w stylu "bratz/moxie", którą nie jest i nie była... ale zainteresowała mnie. Taką lalkę widziałam po raz pierwszy w życiu! Nie wiem najzupełniej dlaczego, może po prostu lubię brzydkie lalki (lub skrajności), bo niezwykle mi się spodobała. A ponieważ w tamtych czasach "rozgrzeszyłam się" już z kupowania lalek innych niż Moxie zdaniem: dobrze mieć w kolekcji, tak TYLKO dla przykładu, po jednej INNEJ niż Moxie lalce, zalicytowałam.
Lalka poszła po cenie wywoławczej, ale nie spodziewałam się niczego innego po gołym, choć jak widzę, a raczej nie widzę po aukcjach, dość rzadkim u nas, trupku. Gdy przybyła do nowego domu, okazało się, że ma ubytki w palcach ręki i stóp, a co gorsza nie pasują na nią żadne buty. Zanim jednak odziałam, postanowiłam się dowiedzieć, kim panna owa jest. Powoli "poszło", znalazłam nawet instrukcję dot. wymiany baterii w lalce ;-) (ale tego nie zrobiłam).
Gdybym wtedy trafiłam na bloga Kidy, oszczędziłabym sobie kłopotu, ale trafiłam tam (postnie biję się w pierś) dopiero kończąc ten post - jeśli chcecie zobaczyć lalki Diva Starz w tym najładniejszą wg mnie Tię (oraz jej koleżanki w oryginalnych ubrankach i butach!) na naprawdę dobrych zdjęciach - polecam!
Lalki Diva Starz Mattel wypuścił w sezonie świątecznym roku 2000. W pierwszej serii, ich ubranka nie były materiałowe, lecz plastikowe. Kiedy zakładało się ubranko lalce, komentowała ona swój nowy strój wgraną frazą (dzięki - z tego co zrozumiałam - magnesom znajdującym się na nich i na lalce), mogła także "rozmawiać" ze swoimi koleżankami z serii. Lalki były wysokie (28 cm), każda miała "prawdziwe włosy" i zwierzaka. A! I świeciły im się usta, jak mówiły ;-) Pojawiły się tylko w dwóch odsłonach (seriach) oraz w wersji mini (mniejszej, mniej też w niej mówiły). U nas najczęściej można spotkać ich mcdonaldsowe wersje. Początkowo lalki były 4: Tia - czarnowłosa murzynka, Summer - rudowłosa, Nikki - brązowowłosa mulatka i Alexa - blondynka. Piąta, niejako zastępująca Summer - Miranda pojawiła się w serii Fashion Diva Starz (cóż, w Mattelu wolą blondynki i róż). Wszystkie lalki z tej serii miały ok. 30,5 cm wzrostu i wypowiadały tylko 4 zdania. Z reklam i "pudełkowych" zdjęć w "internetach" wnoszę, że była jeszcze jedna wersja "niższa" z Mirandą. Więcej diw nie było, Mattel zainwestował (na krótko) we Flavas i na dłużej w My Scene.


Moja Diva to, jak już wspomniałam Miranda, druga blondynka w DS: jasna "skóra", blond włosy z różowymi pasemkami (tak można ją odróżnić pod Alexy), zielone oczy i różowe cienie do oczu. Miała też swoje CV: miała być wesołą, artystyczną duszą, wydająca czasopismo, którą pozostałą 3 spotkała na koncercie. Nie miała, jak pozostałe lalki, przypisanego sobie koloru, ani zwierzaka. Po naciśnięciu miękkiego czubka głowy, mówiła głosem Tary Strong, tej samej, która dubinguje Twilight Sparkle w MLP: FiM (zajrzyjcie tu i tu), jeśli chcecie usłyszeć ją "w akcji"). Miała sporo akcesoriów: sukienkę, buty, kosmetyki, ozdoby do włosów, komórkę, torbę...



Moja nie miała niczego ;-) Pomocy w odzianiu udzieliły Bratz i (chyba) Barbie oraz (pewnie) jakiś klonik w kwestii korony ;-) W obuciu niestety nikt pomóc nie mógł, dlatego pozostała bosa. Na potrzeby "obfocenia" wymyśliłam więc, że jest jak Paris Hilton - bogatą dziedziczka, która wychodzi ze swego hotelu na prywatną plażę z drinkiem w dłoni (tak, to ta z obciętymi palcami). Towarzyszy jej pies (to Taffy od ale bez szczeniaczków) oraz, ponieważ nie mówi jak Tara - dwie Twilight: większa "po dziecku" z McD i mniejsza - nówka z pudełeczka.
Miranda z... egzotycznym drinkiem z palemką ;-)



...z pieskiem Taffy...



...z Twilight Sparkle (x2) ;-)







A na koniec obie Twilight, jeszcze nie jako Księżniczki (bez skrzydeł). Twilight-Księżniczkę mam w wersji do składania, ale jeszcze nie złożyłam ;-)


Chyba najlepszym zdjęciem w tym zestawieniu dziękuję Wam za odwiedziny, komentarze, a zwłaszcza za łaskawe przyjęcie w gronie blogujących lalkowiczów! Nigdy bym nie pomyślała, widząc "bidną" jedynkę na liczniku odwiedzin pod koniec stycznia, że w dwa miesiące ponad 1000 razy będziecie tu zaglądać.
Dziękuję, pozdrawiam i życzę spełnienia lalkowych marzeń! MF
----------------------------------------------------------------------------------------

Dzisiejsza lalka:  Miranda
Linia lalek: Diva Starz, 2001
Producent: Mattel
Oficjalna strona: http://www.mattel.com/
Opis: Wysoka (powinna być na 30,5 cm), ale bez butów będzie ze 29, oczy zielone, włosy blond z różowymi pasemkami, długie (do ud), proste. Ruchome: głowa, ręce, nogi. Ubrania: różowa spódniczka w kratkę i top (od Barbie?), kurteczka (ten od Bratz), srebrna korona (od klona pewnie, wykonanie takie sobie, mam ją, jak i pozostałe ciuszki, z drugiej ręki). 
Właściciel: drugi?
BONUS:
Suczka Taffy z zestawu "Taffy i szczeniaczki", Mattel 2008 (mam też szczeniaczki i butelkę dla jednego, reszty akcesoriów nie było), "rozklekotany" labrador z różową obrożą.
Twilight Sparkle, mała figurka, Hasbro 2010 (właściciel pierwszy) oraz większa z "prawdziwym" ogonem, Hasbro dla McDonalds 2011 (właściciel drugi).

poniedziałek, 9 lutego 2015

Mam konia, czyli jak miał (pierwotnie) nazywać się ten blog

Jak już pisałam, byłam (i po części nadal jestem) z tych lalkowiczów, co mało się uzewnętrzniają. Kiedy więc padł po raz n-ty pomysł „piszę bloga” (prawie) upadł pod naporem argumentów typu: a) a.. trzeba umieć pisać, b) bo… dobrze by było dodawać zdjęcia… c) co za nazwę dać?
I o ile z a) i b) jakoś człowiek in mente dał sobie radę („zawsze choć jedno zdanie się wymyśli, pisać o czym jest, a aparat jest w telefonie”) to na c) był (naj)bardziej o(d)porny.
 
Z pomocą i wzbudzając chęć szczerą przyszła… przesyłka, a wcześniej wygrana AukcjA konia – i to nie byle jakiego konia, o nie, ale najprawdziwszego MoxieKonia. Pierwszy raz przeczytałam o nim u TheToyBoxPhilosopher (spójrzcie na te zdjęcia i film! mój tak nie umie) i „zakochałam się”, tym bardziej, że wcześniej „zaposiadłam” drogą otrzymania prezentu pudełkowaną Sophinę z serii Horse Riding Club (który to fakt sprawił, że dowiedziałam się u TTBPh o koniu). Lalka była, a raczej jest śliczna, delikatna, ma wspaniałe mięciutkie włosy i urocze (bluzeczka, getry, spódniczka w kratę) ubranko ze wstęgą pierwszej nagrody (nigdy nie zdobyłam 1. miejsca, w żadnym konkursie najwyżej drugie, więc to Moxie wprost stworzona dla mnie) przypiętą do bluzki – brakowało jej zatem współzdobywcy tego trofeum!
Sophina, Moxie Girlz: Horse Riding Club, 2011
 
Szukałam i wypatrywałam, nawet próbowałam oczami duszy swojej dopasować Sophinie konia Barbie, ale zawsze coś było nie tak (zwłaszcza jaskrawa różowość niektórych „modeli”). Z wolna zapominałam więc o koniu… Aż pewnego dnia, szukając trupków Barbie (czasem zdarzy mi się ni(e)jaką Superstarkę umyć, skleić, uczesać i ubrać) trafiłam na „konia Barbie” w atrakcyjnej licytacji. Patrzę na to-to i myślę: znam te oczy [znam ich myśli bill pulman), ale czy na pewno… Wróciłam więc do czytanego miesiące wcześniej, wspomnianego już wpisu – i pewna na 99,9% (no dobra, na 100%!, plastikowo-przezroczysty uchwyt na grzbiecie mnie przekonał), zalicytowałam! Cóż to były za emocje! Aż miałam ochotę napisać wszystkim współlicytownikom (a nie można!): „proszę, nie licytujcie, to nie Barbie, to Moxie, wiem, bo mam do niego lalkę, błagam, to od/do zestawu, kupcie dzieciom co innego, sami nie wiecie, co licytujecie, on jest mój!” W końcowej fazie poprosiłam nawet przyjaciółkę, by licytowała za mnie – jej stwierdzenie po: „masz konia” wywołało prawdziwą euforię. A stwierdzenie „MF – masz konia!” weszło do naszego przyjaciółkolektu*.
Cricket, Moxie Girlz: Horse Riding Club, 2011

Naprawdę nie liczyłam, że się uda… Ale prawdziwe fajerwerki radości (wiem, porównanie godne disco polo) wybuchły kiedy paczka z koniem przybyła – ekspresem! Zdziwiłam się, że taka wielka, ale największe zdziwienie dopadło mnie gdy ją otworzyłam – koń zajmował całą! Zaczęłam piszczeć i krzyczeć na cały pokój „Mam konia!” zdziwiona niepomiernie, że wcześniej nie przyszło mi do głowy, że ten koń musi być/jest taki wielki!!! A jest wielki, olbrzymi, do tego to najprawdziwszy MoxieKoń, kupiony w Polsce, na aukcji i do tego niedrogo! Rozpierała mnie taka duma, że naprawdę myśląc o nazwie bloga, poważnie myślałam o „mamkonia.blogspot.com”.
Pamiątkowe zdjęcie po zdobyciu pierwszego miejsca w ujeżdżaniu

Dobry konik, no zjedz marcheweczkę...

Ach... te oczyska! (marchewkę sponsorowała [najprawdopodobniej] Simba)

Chyba przydałaby ci się zmiana fryzury mój Świerszczyku...

I jazda do domu...

Uff... ciężkie to siodło, choć gumowe...
Ale prawdziwy jeździec zawsze myśli najpierw o koniu, a potem o sobie
 

Nie, to nie połowa obrazu "American Gothic" Granta Wooda!
To tylko Sophina sprząta po swoim koniku

Dlaczego więc „MoxieFun”? Bo blog jest/będzie (głównie) o Moxie, ich zbieranie i pisanie o nich traktuję jako dobrą zabawę, a że przy okazji czyta się to jak „fan” – cóż, widać chyba, że jestem prawdziwym fanem Moxie (i że naprawdę myślałam nad nazwą jakiś czas).

Tak, Sophina jeździ bez "kasku", bo to rujnuje jej włosy.
Nigdy tego nie róbcie, chyba, że jesteście z plastiku, inaczej czeka Was to.
 
Pozdrawiam, zapraszam do oglądania i komentowania. Ostrzegam, mam więcej koni i „mini Sophinę” do tego.

--------------------------------------------------------------------------------------
* Wraz z odzewem: „Masz na 100%” jest od tamtej pory synonimem wszelkiej „zajefajności”,  coś jak  "Siedzę na koniu” ;-)
Przyjaciółkolekt – analogicznie do idiolektu (język osobniczy) oraz familiolektu (mowa rodzinna) to odmiana języka właściwa dla przyjaciółek (w tym wypadku dwóch konkretnych).

Dzisiejsza lalka: Sophina
Linia lalek: Moxie Girlz, Horse Riding Club, 2011
Producent: MGA Entertainment
Opis: Wysoka na 10.6 cala (ok. 26,92 cm), ciemna "karnacja", oczy brązowe, delikatny makijaż, włosy ciemnobrązowe, związane w dwa kucyki,  półdługie (do pasa). Ruchome: głowa, ręce, nogi (zginają się na 3 razy), buty-kozaki brązowe (nie ma stóp). Ubrania: wmoldowane majteczki, różowy T-shirt z przyszytą doń białą wstęgą (1st), jasnoróżowe getry przyszyte doń plisowana spódniczka jeansowo-tweedowa w kratę. Dodatki: jasnobrązowy toczek ze  wstążką, różowa szczotka, której "ząbki" układają się w kształt serca.
Właściciel: pierwszy
BONUS:
Dzisiejszy koń: Cricket
Linia lalek: Moxie Girlz, Horse Riding Club, 2011
Producent: MGA Entertainment
Opis: koń, jaki jest, każdy widzi ;-) około 32,5 cm zielonookiej piękności o maści izabelowatej (palomino). Jak na razie nie rży i nie chodzi, ale wierzę, że mógłby. Dodatki: uprząż, siodło z  uchwytem na lalkę [brak szczotki, lejców, trochę skrócona grzywa].
Właściciel: drugi (?)