piątek, 30 października 2015

A za parę lat, za lat parę, czyli chcę Pullipa (a nawet i dwa)

Obecnie mam przy sobie jakieś 4 lalki, ale nie mam pomysłów jak je obfocić. Wiem, że część z Was czeka na zdjęcia Brii, ale musicie uzbroić się jeszcze w cierpliwość.
Jak wiecie zbieram plastiki, ale w większości to sztywniary... Jak też wiecie często zachwycam się Waszymi super-ruchomymi-azjatyckimi-lalkami. Nigdy jednak nie miałam AŻ TAKIEJ ochoty by jakaś do siebie koniecznie zaprosić.
Aż do niedawna. Wszystko zmieniło się, kiedy zaczęłam oglądać (pierwszy raz w życiu, wiem-wiem, będziecie myśleć, że wychowano w mnie w lesie, ale spieszę donieść że nie, za to wychowano mnie przy bardzo małym udziale telewizji, a już zerowym Polsatu!) "Czarodziejkę z Księżyca"... Dawno temu koleżanka z ławki wykonała dla mnie rysunek głównej bohaterki i chyba przy okazji wspomnień podstawówki mi się przypomniała, ale pewna nie jestem.
Jak ktoś zna mnie osobiście i trochę ze mną poprzebywa to wie/myśli, że mam widoczny cyniczny (a może realistyczny) rozum i ukryte romantyczne serce, a nie jest to najlepsze połączenie... Byłam kiedyś, o ile pamiętam, całkowicie romantyczna, ale jak mawiają klasycy life happens, a jak mawiali inni klasycy (młodsi, ale równie przystojni): cynics are frustrated romantics. Z cynicznym więc nastawieniem zaczęłam oglądać to, co nie było mi dane 20. lat temu i... zakochałam się. Słodkie to, urocze, raczej niewinne, niesamowicie przewidywalne, dziwnie zabawne i mitologicznie ciekawe. Mam teraz dłuższą przerwę w oglądaniu, ale wiem już że lubię i że przez to... zaczyna mi wracać moja romantyczna natura, może bajka trafiła na dobry w życiu moment? a może na zły?, w każdym razie działa na moje cyniczne serce (aż się boję jaka będę jak oglądać skończę, ale szczęśliwie pewnie to nieprędko). Skąd wiem, że działa? Z (braku) moich (negatywnych) komentarzy podczas oglądania i kibicowania ("na zdrowy rozum" dość schematycznym) bohaterom i ich (dość przewidywalnym) przygodom. Z czekania na kolejny odcinek i chcenia obejrzenia "Crystala". Z powracającej nieustannie podczas oglądania serii "R", natrętnej myśli, by moją córkę przebrać kiedyś za taką oto Usako (czy nie wygląda jak słodki mały dzidziuś?; na szczęście dziecka nie mam, biedne by było). Z nauczenia się już kilku japońskich słówek i rozkminienia (dość powierzchownie) i świetnych honoryfikacji (obecnie oglądam oryginał z angielskimi napisami)...
A zmierzając do lalek. Nie wiem skąd mi się ta Usako wzięła, ale do tej pory miałam tak, że o lalkach które chcę dowiadywałam się jak przestawano je produkować ;-) a tutaj okazało się, że nie dość że zaczęłam oglądać w dokładnie 20. rocznicę powstania jej animowanej wersji, to jeszcze przy tej okazji wypuszczono wiele lalek i figurek przedstawiających głównych bohaterów serii. Oczywiście, skoro już Mamoru został moim (najmłodszym jak na razie, choć jakby mu doliczyć te 20 lat...) tv crush, a sama byłam kiedyś długowłosą blondynką (dziś nadal jestem długowłosa, ale już nie jasnoblond) zaczęłam szukać kolekcjonerskich wersji Sailor Moon i Tuxedo Kamen.
Oczywiście nic nie wiem o Pullipach i dopiero teraz dowiedziałam się, że Taeyang to chłopaki do Pullipów, a Dale to młodsze siostry (wstyd nie znać, nie?), ale już wiem, że chcę taką oto parkę:
 
 
Jest jeszcze wersja Usagi jako Princess Serenity, ale wcielenie czarodziejskie bardziej mi się podoba. Cieszy mnie, że zostały wypuszczone w tym samym czasie, co moje oglądanie i że powstaje druga już seria nowej animowanej odsłony przygód sympatycznej, choć merysujkowej bohaterki (w pozytywnym tego słowa znaczeniu, każdy potrzebuje przecież czasem obejrzeć taką bajkę). Oczywiście ww. są w kwestii bardzo odległych marzeń, szukam obecnie pracy (kto jak ja wierzący - proszę o modlitwę, kto nie - niech choć kciuki trzyma). Na razie więc sobie: "na 40stkę!" (mam tez obietnicę, że bawić się nimi ze mną będzie magja), ale popatrzeć i pomarzyć zawsze można i to jest coś, co chyba najbardziej (prócz zabaw lalkami) lubię w tym hobby.
 
Pozdrawiam Was serdecznie, życząc dobrych i spokojnych dni listopadowych! MoxieFun


środa, 21 października 2015

Powrót do przEszłości czyli dwie pieguski NN (dżokejka Breyera i minka) i koń

Dawno mnie nie było, więc w końcu trzeba się odezwać.
Dzisiaj, choć już podobno po sezonie, zapraszamy na grilla.
Kto zaprasza? Dwie pieguski NN. Zwykle wiem jakie mam lalki, a jak je opisuję to wiem to (raczej) na pewno. Dziś wiem tylko tyle, że jedna jest "minką" o sygnaturze 60A z tyłu głowy, tułów szmaciany, reszta plastik; druga jest (chyba trzeba napisać) figurką firmy Breyer. Bardzo staranną i dokładną, choć buty trochę od tej jakości odstają, niestety imienia jej nie znam, bo znaleźć jej w internetach nie mogę. Może wiecie, znacie którąś/obie?

Dżokejka z zestawu BREYERA Horse and Rider Gift Set - Jumping (2010),
minka NN oraz MLP Baby Tippytoes.
 
Pieguska pierwsza to mały wesoły szkrab płci żeńskiej, druga to dżokejka z krwi i kości, o ruchomych stawach łokciowym i kolanowym. Wyciągnięte zostały w tym samym miejscu (to zresztą miejsce gdzie wyciągnęłam kiedyś Fleur!) za cenę śmieszną, choć w różnych odstępach czasu. Smaku do przeszukania wielkiego tekturowego pudła pełnego miśków narobił mi za wcześniejszym razem prezentowany tu kocyk, a właściwie derka od wspaniałego konia o imieniu Nutmeg od LIV Spin Master. Niestety konia nie było, była dżokejka, pewnie należeli/ała do dziewczynki lubiącej takie klimaty :-) Były też wtedy jakieś drobiazgi, choć nie wiem gdzie je obecnie przechowuję ;-) Na wierzchu ostał się tylko typowo amerykańskie BBQ oraz czerwony stoliczek NN.


Lalkom towarzyszy grill jeśli wierzyć internetom od mattelowskich/fisher price'owskich Loving Family Dollhouse oraz pewien wyjątkowy poniacz G1 o imieniu Baby Tippytoes (seria Ballerina Ponies z 1990 roku).
Wyjątkowy bo jest w domu "od dziecka", a należał do mojej siostry. Jest młodsza więc dłużej dostawała zabawki, za to dziś ja mam ich więcej ;-) Siostra nie odnosi się przychylnie do mojego hobby, poniacz jest tu więc z przekory ;-) bo przecież dżokejka konia mieć musi!
 
PS Literalnych wielbicieli koniny uprzejmie informujemy, że żadne zwierzę nie ucierpiało w trakcie sesji  skończyło na grillu.
PS2 Dziewczyny zajadały potrawy zrobione z Fimo (deseczka-magnes to wakacyjna pamiątka-prezent od magji) oraz gumek do mazania (firmy IWAKO, niegdyś były dostępne w wielu wzorach: mini misie, autka, samoloty, w empiku)
 
Dzięki Capricorn Meadow (bardzo bardzo dziękuję!!!) wiem już kim jest tajemnicza dżokejka!
Gdybyście szukali "swoich" Breyerów, CM podała świetną do tego stronkę (w komentarzu).

wtorek, 29 września 2015

Wakacyjna miłość aka Kasia ma Kubę chłopaka, czyli Kate&Jake (Liv od Spin Master) nareszcie razem

Kubę znacie z tego posta (dziękuję magja), to mój prezent urodzinowy; Kasia (seria It's My Nature, przyszła cała prawie, tylko bez czapki, wspaniały review tutaj) jest z kolei prezentem imieninowym. Było z nią jednak (i chyba nadal jest?) takie zamieszanie, że jej historii Wam dziś (i chyba nigdy) nie opowiem... trochę straciłam do niej serce (a bardzo marzyłam o Livce), mam nadzieję, że odzyskam.
 
Póki co przedstawiam krótkie fotostory zapoznania się tejże uroczej parki z mojej lalkowej kolekcji.
 
 Córka samego Neptuna, władcy mórz, jest wyjątkową romantyczką...
W pewien wakacyjny poranek postanowiła użyć trochę swojej magii, by połączyć bratnie dusze za pomocą swego magicznego grzebienia...
 
 
Oto młoda hrabina Katarzyna,
znana z samotniczego trybu życia oraz upodobania do eleganckich i bajecznie drogich,
bo kunsztownych  i złotem zdobionych kreacji od światowej sławy projektantki INKI...
udała się na spacer brzegiem morza - ot, dla kaprysu, na bosaka, lecz w jednej z najdroższych w swej kolekcji kreacji (podkreślającej niezwykłą zieleń jej oczu).
Ją to - piękną, lecz samotną dziewczynę -  za cel swój obrała córka Neptuna, pozwalając jej znaleźć zakopany prze nią uprzednio w piasku swój magiczny złoty grzebień z motywem muszli...
Zaciekawiona tym znaleziskiem, jak nigdy wcześniej niczym, hrabina udała się w stronę deptaka, rozglądając się za jego właścicielką (zapewne również co najmniej hrabiną!), gdy wtem....
...niespodziewanie wjechał nań pewny siebie skater, który dosłownie chwilkę wcześniej nie chcąc zderzyć się z grupą ludzi, zbyt gwałtownie skręcił, a przez to stracił panowanie nad deskorolką i...
 


...w ułamku sekundy hrabina stała się ofiarą tego mimowolnego pirata deptakowego!
 
- O nie! - załamywała ręce i chwytała się za głowę niewidoczna dla Katarzyny i tajemniczego skatera dobrotliwa córka Neptuna... Po takim okropnym wypadku hrabina na pewno nie znajdzie w sobie odwagi by wyjść do ludzi i już nigdy nie znajdzie miłości... - rozpaczała.
 
 
 
Wtem wzrok jej padł na jej własny, zaklęty grzebień, niemal zmiażdżony przez deskorolkę:
- Zaraz, zaraz - pomyślała. A gdyby tak... nieszczęściu dopomóc w szczęście je zamieniając?
Dobrze pomyślane, grzebyczku! - ucieszyła się córka Neptuna i dalejże "swatać" skojarzoną przez swój grzebień parę.
 
 
-Moja głowa! - skarżyła się hrabina.
-Najmocniej Panią przepraszam! Niech Pani pozwoli, że pomogę! - zapewniał uczynnie skater.
- No już! Pogadajcie sobie trochę, to nic trudnego! - zachęcała córka Neptuna.
 
 
Tak oto dobre czary i zachęty córki Neptuna rozjaśniły całą sytuację.
Pewny siebie skater okazał się być przemiłym Panem Jakubem, a z czasem kochanym Kubą...
 
 

 
 ...który w krótkim czasie został chłopakiem hrabi... tfu Kasi, przywracając światu tą uroczą dziewczynę, rozkochaną z eleganckich strojach i samotnych spacerach...
 
Musiało minąć nieco więcej czasu (co widać po jej obecnej fryzurze)
by Kasia przekonała się nie tylko do chłopaka,
ale i do jego hobby - dziś można ją spotkać nad morzem już nie w eleganckich sukniach,
lecz sportowych ciuchach, jak śmiga ze swym chłopakiem na jego dawnej desce.
Czasem tylko oboje zastanawiają się co takiego stało się ze złotym grzebykiem, w którego zapatrzona Kasia zderzyła się z omijającym przechodniów Kubą.
Wie to tylko córka Neptuna, a teraz i... Wy drodzy czytelnicy!
 
Z dzikich plaż, na których zbierali złote grzebienie oraz sińce i guzy w słusznej, postowej sprawie,
pozdrawiają Kasia i Kuba, zgrzytający zębami na nieporadną, zmieniającą się nieustannie i byle jak skleconą fabułę pod moje zabawy z edytowaniem zdjęć na komórce (których nie podpisałam, widać kto robił;-)). Pozdrawiam i ja!
 
 
MoxieFun
 
 
 

czwartek, 17 września 2015

Znów bezręka Monsterka (a nawet dwie), czyli nierozłączni Cleo de Nile i Deuce Gorgon

Monsterek właściwie nie zbieram, ale czasem się (przy)trafią. Jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch Lagoon (w tym jednej autorskiej od Inki! Dziękuję <3), wspaniałej i wszystko mającej Skelity, jednej Rochelle za 70 groszy (więcej o niej tutaj) oraz... no właśnie oraz pewnej uroczej parki.
Historia jest z grubsza taka: było ogłoszenie na monsterki po 5 (słownie: pięć) złotych, w tym Clawdeen, Draculaura, Frankie, Abbey (akurat tę bym chciała, bo niebieska; Frankie chcę, ale ta była z serii która mi nie leży) i Deuce (potem okazał się, że na równoległym są barbiowe i jeszcze Cleo). Patrzę - ze trzy godziny temu dodane - zapytam. Okazało się, że został tylko Deuce i Cleo bez ręki. A że wysyłka była bardzo tania - zapytałam, czy ceny lalki bez ręki nie dało by się opuścić?... Miła pani opuściła cenę, ale z wiadomości bez znaków przestankowych coraz bardziej zaczęło wynikać, że Deuce też owej jednej ręki nie ma. Pani więc koniec końców obniżyła obie lalki - poszły za 3,50 sztuka (trzy pięćdziesiąt). Rekordu nie pobiłam, ale to zawsze cieszy.
Oczywiście ja o MH wiem tyle co nic, ale pomyślałam tak (zanim brak ręki Deuca wyszedł na światło dzienne): 1. Ale pech! Tamte były kompletne (ale zaraz potem) 2. Biorę! Mumii się bandaża dorobi... 3. To Gorgon tez bez ręki?! - To mu się węża dorobi!
Parka nie znajdowała się na mojej łiszliście, choć wielokrotnie podziwiałam je u Was, to jednak przekonana nie byłam: od Deuca, choć węże lubię wolałam Jacksona Jekylla, a Cleo, choć kocham starożytny Egipt wydawała mi się aż nazbyt naburmuszona. Ale skoro trup i to po taniości - to u MoxieFun zawsze dom znajdzie.
O MH nie wiem nic, więc dowiaduję się, jak chcę je opisać... I jak zwykle bardzo mnie ucieszyło to, czego się dowiedziałam. Okazało się, ze mam rękę... po bliższym przyjrzeniu się zdjęciom i biografiom Cleo i Deuca okazało się, że są parą i byli sprzedawani w dwupaku (a ja ich z dwóch ogłoszeń "złożyłam" w przesyłkę) i to najprawdopodobniej taki dwupak do mnie trafił i to z pierwszej serii (Basic)! A oni nie mają... rąk różnych (a Deuce fragmentu kciuka i ma pogryzione stopy - ale tego nie widać, bo obuty) w miejscach wprost wymarzonych do dolepienia im brakujących (wy)tworów: Deuce'owi dokleiłabym węża poniżej "tatuaża", a Cleo bandaż na tej ręce, gdzie w oryginale miała materiałowe bandaże.



Zanim zdjęcia "real foto", rozwiejcie moje wątpliwości i mi poradźcie:
1) Czy dobrze ich zidentyfikowałam, zwłaszcza Cleo - na wszystkich zdjęciach w necie ona ma coś niebieskiego (gwiazdkę?) na prawym policzku, a moja nie? 
2) Z czego robi się brakujące kończyny (i - jakkolwiek to zabrzmi - węże) dla lalek, z czego wy byście je dokleiły?
Znacie, wiecie - piszcie!
Oczywiście brak rąk, jak wiecie z wpisu o Rochelle, mi w sumie nie przeszkadza wizualnie, choć fajnie tymi łapkami pozują... ale jakby ktoś coś kiedyś... to moja Roch bez obu rąk chodzi, a parka jak wyżej... to jak wyżej ;-) i niżej :-)


Jeszcze w kopercie :-)

Już na wolności!
PS Wybaczcie jeszcze gorszą jakość zdjęć niż zwykle, te były robione w bardzo słoneczny dzień,
a nie mam na tym komputerze przy którym pisze nic, co by to mogło poprawić.


Inne rąk braki, a takie same w makijażu (prawa brew).



Przy wrzosie - prawda, że nic im nie brakuje?

Pozdrawiam! MoxieFun

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Tajemnicza gimnastyczka, czyli NN za 50 groszy spod Hali Targowej

Pod znaną Wam mniej lub bardziej Halą Targową nie nabyłam ostatnio praktycznie nic - była co prawda jedna piękna Mackie, ale jak na mnie drogo i klony przeróżne też drogie... Ale pewnie byłam za późno. Ostatecznie spod Hali wyszłam z tylko jedną lalką, bardzo ciekawą i to za 50 groszy! Sprzedawała razem z różnymi różnościami :-) miła Pani - najpierw chciała złotówkę, a potem bez żadnych moich negocjacji - połowę z tego i jeszcze dorzuciła kota Toma ;-)

Lalka po zakupie

Lalka na pierwszy rzut oka zwyczajna, bez jakichkolwiek sygnatur!, skrywa pewne tajemnice. Na początku podejrzewałam, że jest gumowa z drutami w środku, by można ją było wyginać. Pewnie jest, ale nie jest gumowa, przynajmniej nie w mojej definicji...


Tak wygląda w pełnej krasie, po zdjęciu dodatkowych spodenek, odziedziczonych zapewne po inne lalce. Jej strój kojarzy mi się ze strojami baletnic, gimnastyczek... a kolory wstążeczek otaczających wycięty w serek dekolt - z Francją!


Lalka wygląda na zrobioną własnym sumptem, ale nie do końca - zbyt drobiazgowa jest, chociaż kto wie? Głowa z szyją i ręce gumowe, o ciekawym kształcie, nasadzone na korpus o szkielecie z drutu pokrytym czymś co przypomina mi piankę do uszczelniania w kolorze beżowym. Sami zobaczcie:


Może znacie? Wiecie?

Miałam napisać więcej o moich letnich tanich lalkach, jakkolwiek to zabrzmi, ale mam od wczoraj nieprzyjemną okołolalkową sytuację i odechciało mi się.

PS Zapraszam jeszcze do postów "zimowych", razem z Daną, którą przypominam jako dziecko na tym zdjęciu (pierwsza od prawej):


oraz Maribel (tym razem pierwsza z lewej):


Pozdrawiam Was serdecznie!

niedziela, 30 sierpnia 2015

Śnieg w lecie..., czyli Bria Magic Snow (Moxie Girlz) i raz jeszcze Dana Ice Champions (Bratz)

Kochani!
Dziś obiecane zdjęcia Dany, o której więcej w tym, poprzednim poście.
 

Łyżwy listem raz! :-)
 
Dana sprawdza czy pasują... Pasują!
Towarzyszy jej biały tygrysek od Zapf, gratis do bluzeczki, która sobie kupiłam ostatnio.

Zwróćcie uwagę na ręce - mają inny kształt.
Bratz łyżwiarki są nieco robotyczne ;-)
 
 I jeszcze z tygryskiem na ściance...
 
Masz takie oczy niebieskie..., portrecik.
Bratz: Dana Ice Champions
 
Dzisiejszy szybki wpis to także wpis z cyklu "chwalę się" ;-)
Otrzymałam w kończącym się miesiącu piękny prezent okołoimieninowy - jadąc w góry dostałam od magji piękną i nieczęstą u nas - Brię Moxie Girlz!
Nie mam zbyt wielu jej zdjęć, ale co mam, to pokazuję...

 Bria towarzyszyła mi w wyjeździe w góry od samego początku.
 
W ten sposób stała się, razem z widoczną tutaj, Natalią Fashion Designer,
ozdobą mojego wakacyjnego pokoju.
 
 
Nie miałam zamiaru zabierać lalek na wyjazd, ale tak jakoś wyszło. Brię dostałam już w samochodzie, a Natalia przyjechała nieco wcześniej, ale zamiast wyciągnąć torbę z nią i zostawić w domu, zostawiłam ją w bagażniku. Wszystko jednak miało jakiś swój sens i cel - po przyjeździe najmłodsze czytelniczki/oglądaczki bloga (wyjeżdżałam ze sporą grupą przyjaciół i ich dzieci) zażądały bym pokazała im moje lalki. Uff dobrze, że je zabrałam! Dziewczynki fachowo dokonały oględzin lal i żywo dyskutowały o tym jaką lalkę ja im przypominam... Padło na Maddie Hatter z EAH (wszystko przez sprezentowane mi przez przyjaciół cudne kolczyki, kojarzące się im z łyżeczkami), więc nie narzekam - kilka lat temu przypominałam raczej Skelitę z MH ;-)
Wyjazd zaowocował także nadaniem imienia Natalii Fashion Designer. Nie nadaję imion lalkom praktycznie od dzieciństwa, ale nawet w tamtym czasie nigdy nie nazwałam żadnej lalki swoim. Nawet nieco bawiło mnie, że ta firmowo jest Natalią, ale nikomu o tym nie mówiłam. Tymczasem jeden rzut oka na lalkę i na mnie i... "-O, ta będzie mieć na imię Natalia! -Dlaczego? - Bo wygląda jak ty, ciociu!" Także no, jak nie wiecie jak wyglądam, możecie łatwo to sobie wyobrazić ;-)
 
Serdecznie pozdrawiam w tym miejscu i życzę powodzenia w przedszkolu i szkole:
Blani, Tosi, Julce, Mai!
 
A teraz coś więcej o Brii (tym razem zdjęcia w linkach). Wyszła ona w serii Magic Snow (obecna odsłona tej serii to Magic GLITTER Snow - Bria w nowej serii tak wygląda) i była naprawdę dopracowana. Oprócz dziewczyn Moxie w zimowych ubrankach i z zimowymi akcesoriami (sanki różnych typów, narty), byli też chłopcy oraz zimowa chatka (hehe, mam! i to ze śniegiem) oraz zimowy wóz (hihi, też mam, ale nie działa). Bria przyszła w kompletnym ubranku i z saneczkami (brakowało tylko śniegu), jest w super stanie, jak wprost z pudełka, a najlepsze, że nie trzeba rozpakowywać! Dziękuję!!!
Z Natalią zaś związana jest cała historia - opowiem Wam innym razem. Na razie, jak to się mówi w taki upał: "Żegnam ozięble!" ;-)


czwartek, 27 sierpnia 2015

METKA Ice Championship, czyli łyżwiarki Bratz: Dana i Maribel

Dawno już dość temu trafiła do mnie pewna Bratzka. Trafiła oczywiście w zestawie z poszukiwaną przeze mnie Yasmin Kidz w stroju hippicznym, identycznym (prócz spódniczki, szukam!) jak u Sophiny Horse Riding. Do małej Yas był jeszcze konik i "dorosła" lalka w stroju łyżwiarki figurowej. Była ona dodatkową zachętą do zakupu - miałam już jedną Bratz łyżwiarkę (z lodowiskiem na 2 osoby, tfu... lalki - o tym za chwilę) i chciałam drugą, by móc urządzać mistrzostwa ;-) 
Tej jednak nie znałam, kolor jakby nie ten... Zdjęcie było kiepskie, lalka na dalszym planie, a decyzja musiała być szybka - po mnie byli już w kolejce inni kupcy... z wielkim optymizmem czekałam, aż w liście objawi się ona jako Moxie... ciemne włosy, niebieski kostium... tak, taką Moxie łyżwiarkę wypatrzyłam kiedyś na amazonie.
Miałam wielką nadzieję, że mimo ubytków, a nawet niejako "dzięki" nim, lalka okaże się Lexą... No spójrzcie tylko... niebieski strój, ciemne włosy...
 
 

Moxie Girlz Magic Snow RC Ice Skating Rink with Lexa Doll
 
No dobra, kształt oczu wydawał się inny, ale można mieć nadzieję? Można!
 
Ale przyszła i nie okazała się... Na dodatek ubytkiem znanym juz przed zakupem był brak łyżew. Zaczęłam więc ich szukać. Luzem nie było, więc na lalkach. Tak dowiedziałam się, że obok Lodowych Mistrzostw MGA wypuściło jeszcze łyżwiarkę w swojej serii sportowej Bratz Play Sportz(należy do niej jedna z pierwszych mych dorosłych Bratz - Yasmin Sportz: Fitness) z łyżwiarką Cloe (Bratz Play Sportz: Ice Skating Cloe) i pucharem, w różowej sukience. Znalazłam kilka takich, ale albo były w miarę tanie i kompletne (więc żal rozbierać) albo niekompletne, ale drogie...
Bratz Play Sportz: Ice Skating Cloe
 
I pewnie bym tak szukała, gdyby nie litościwa dusza w osobie Metki, która zobaczywszy, że łyżew Bratz poszukuję, wysłała mi je w prezencie! Jeszcze raz dziękuję! Gdy tylko będzie to możliwe rozegramy pokazy mistrzowskie twego imienia  na nowym lodowisku! Tymczasem METKA Ice Championship rozegrane zostały w "internetach"...
 
 
Ekran początkowy gry [gra dostępna tutaj].
O serii Bratz Ice Champions więcej tutaj [po angielsku]
 
Zanim jednak o samych mistrzostwach, wypadałoby napisać coś o lalkach - łyżwiarkach z mojej kolekcji, skoro już kompletne.
Pierwszą z nich była Maribel, okołoświąteczny prezent od magji. Wręczając mi wielkie pudło, z przepraszającym spojrzeniem magja wyznała tylko: "Myślałam, że będzie mniejsze..." Rozpakowałam ze zdziwieniem, ale i zainteresowaniem, a potem przebawiłam się dobrą chwilę wspaniałym i olbrzymim lodowiskiem i dołączoną do niego lalką.
Jako dziecko jeździłam na łyżwach nawet wtedy, gdy z powodu choroby nie było mi wolno ;-) bardzo ucieszyłam się więc z lalki-łyżwiarki. Krótki "risercz" w sieci i okazało się, że... jest tego więcej. Ale po kolei. 
 
 
Bratz Ice Champions: Ice  Skating Rink z lalką Maribel -
gdyby sprzedawano je nieużywane i z taką miarką, wiadomo by było, czego się spodziewać ;-)
 
Lodowisko jest na "pilota" - śnieżynkę i samo ma taki kształt, ponadto gra, świeci i buczy, a lalka dzięki specjalnemu mechanizmowi łączącemu pracę rąk i nóg (całkowicie plastikowych, niezginających się), wykonuje dzięki niemu różne (nieskomplikowane, ale jednak) "figury". Można ustawić na nim dwie lalki, z tymże ta druga (do zestawu była tylko jedna) nie będzie wykonywać tak przemyślnych akrobacji jak druga. Wiecie już dlaczego tak lubię dodatki do Bratz!!!
 
Maribel i Vinessa na lodowisku
 
Sama Maribel ubrana jest w pomarańczowy kostium łyżwiarski, ma jasną karnację, niebieskie oczy oraz brązowe włosy z rudawymi pasemkami. Może poszczycić się, co widać także największym lodowiskiem. Prócz niej w serii były także, na mniejszych "lodowiskach": Dana, Vinessa i Yasmin.
 
Dana, Maribel, Vinessa, Yasmin Bratz Ice Champions
 
Była jeszcze piąta lalka, Meygan z zimowym domkiem (strój łyżwiarski pożyczono niejako od koleżanek - górę Vinessy zmisksowano z dołem Yasmin), dostępna jedynie w sieci sklepów Toy R Us!
 
Catch them all ;)
 
 
Ziarnko do ziarnka ;-) Pora na kolejną Bratz - łyżwiarkę w moich zbiorach - Dana ma jasną karnację, brązowe włosy i niebieskie oczy. Producenci mieli fantazję obarczyć ją kubańsko-włoskimi przodkami. Przyjaciółka podstawowej czwórki oraz Meygan, i... o ironio, bo gdyby nie Metka chodziłaby boso... kolekcjonerka butów [więcej w języku angielskim tutaj].
Kilka zdjęć oficjalnych, pudełkowych, widać, że miała fajne dodatki, w tym  mini lodowisko i drugi komplet ubrań z zimowymi butami i szalem.
 
 
I jeszcze, zanim przejdę do ogłoszenia wyników Mistrzostw, wyznam tylko, że okazało się też że mam ją jako Kidz z serii zimowej, ze skuterem (skuter jest na pilota, nie działa i jeszcze nie podziała, przedający twierdził, że naprawi na pewno mój mąż, i tego się trzymam ;-)).
Mistrzostwa przebiegały w przyjaznej atmosferze, możecie  sobie je wyobrazić, oglądając pokazy Mistrzyń tutaj ;-) Zwyciężyła, z wynikiem 28.8 (cokolwiek to znaczy), oceniały koleżanki po fachu - Maribel. Pewnie dlatego, że ma największe lodowisko. Jednak warunki treningowe bywają w w osiągnięciu sukcesu kluczowe.

Maribel po zwycięskim przejeździe [screen z linkowanej wcześniej gry].

PS Zdjęcia Dany "na żywo" w kolejnym poście. Serdecznie pozdrawiam, a Metce raz jeszcze dziękuję!