Zaczęło się niewinnie... Miałam już małe "stadko" Moxie, ale chłopaka do nich - nie. Wtedy zobaczyłam ogłoszenie, a w nim zdjęcie... jego. Nie był to chłopak Moxie, o którego u nas trudno (do dziś nie mam żadnego, a do tego zdołałam przegapić jednego na aukcji, buuu...), ale "zakochałam się" i tak zaczął się mój skomplikowany związek z Bratz Boyz. Do pierwszego Wayna (do dziś uważam go za najprzystojniejszego w mojej 10-osobowej gromadzie) dołączyli kolejni panowie.
Zapytacie: dlaczego więc związek to skomplikowany? Kolekcjonując Moxie, nie zdarza mi się* (zwykle) widywać na aukcjach/w ogłoszeniach, a przez to kupować lalek ubraniowo-hybrydowych: ubranych nie w "firmowe" ciuszki. Przy Moxie naprawdę się to (poza poniżej przedstawionymi przypadkami) nie zdarza. Przy Bratz (chłopcach, ale i dziewczynach, a także dzieciach, zwłaszcza Snap-On), jeśli kupuje się je używane, zamienione buty, ubranka i inne są na porządku dziennym.
Nie przeszkadza mi to jednak, bo Boyz podobają mi się naprawdę, a Bratz, kiedyś nielubianych - mam dziś (chyba) więcej niż Moxie. Lubię ten moment, gdy w paczce przychodzą beznogie, bezubraniowe lalki, a ja wyciągam swoje pudełeczka z butami, ubrankami, patrzę na lalkę/lalka i już wiem, jak powinna/powinien wyglądać. Moxie są, mogłabym powiedzieć (bardziej) do kolekcjonowania (choć zwłaszcza pierwszą też się "bawiłam"), a Bratz i inne do zabawy.
Nie będzie dziś więc opisu wszystkich Boyz w cyklu "dzisiejsza lalka", bo choć znam imiona panów i wiem, że nie są (w większości) ubrani w swoje stroje to nie jestem na 100% pewna z jakiej są serii (wyjątek mój ulubieniec - Wayne!, ale i o nim innym razem). Będzie za to coś na kształt (walentynkowego) fotostory, na które zapraszam.
Narrator: W Pudełkowie**, w kawiarence internetowej
"NetBox" takie słyszy się rozmowy...
Koby: Hejka, Dylan! Co ty z tymi serduszkami?
Dylan: Jak to co?! Jutro Walentynki!
Koby: O nie, znów zapomniałem!
Dylan: Słuchaj Koby, może pomogę Ci coś znaleźć?
Koby: Dzięki stary! A może zawołam resztę chłopaków,
daję głowę, że też niczego na jutro nie mają...
Dylan: O.K., pomieścimy się :-)
Narrator: Wkrótce wszyscy chłopcy zaczęli się tłoczyć wokół laptopa Dylana.
Od lewej: Wayne, Cameron, Eitan, Koby, Dylan.
A oto co chłopcy wyszukali w "internetach":
piękną biżuterię...
...kolorowe kosmetyki...
...belgijskie czekoladki...
...a nawet truskawkowe Piccolo.
Narrator: Każdy z chłopców znalazł coś, co uznał za wyjątkowy prezent.
W oczekiwaniu na kuriera, chłopcy przygotowywali się do wyjścia.
Jeszcze tylko ostatnie przygotowania...
Wayne: Kiedy byłem, kiedy byłem małym Bratzem, hej!
No, perfekcyjna fryzura gotowa!
Narrator: Po przybyciu kuriera chłopcy rzucili się na dostarczone paczki,
po czym zapakowali prezenty w ozdobny papier...
Wayne biżuterię...
Dylan kosmetyki...
Koby czekoladki...
Zaś Cameron zdecydował się
na Piccolo i piknik na plaży.
Narrator: Tylko w pokoju Eitana...
Eitan: O, nie, już tak późno, a ja jeszcze nie gotowy!
A do tego nie mam prezentu :-(
Narrator: Na szczęście Eitan wpadł na genialny pomysł...
...zagrania dla ukochanej na gitarze pięknych serenad.
Narrator: Chłopcy zebrali się przed NetBoxem, a tam...
Bratz Boyz: Młody, co ty wyprawiasz?!
Młody: Jak to co, biorę motocykl, bo zamierzam
zabrać moją Walentynkę na romantyczną przejażdżkę.
Bratz Boyz: Ale...ty...jesteś...za młody...
[Ryk silnika]
I tyleśmy go widzieli..., ech...
Jeśli jesteście ciekawi/ciekawe gdzie i do kogo udali się Bratz Boyz z walentynkowymi prezentami, polecam Wam prześladującą mnie w ostatnim tygodniu reklamę. Tym samym oświadczam, że nie swatam swoich lalek (przynajmniej na razie;-)) i że w całym swoim życiu miałam tylko jedną parę "małżeńską" Kena i Barbie i na razie to tyle.
Boyz mają i dla Was prezent, a ja...
Kochani! Z okazji Walentynek, życzę Wam
żebyście zawsze, każdego dnia, nie tylko jutro, byli otoczeni kochającymi Was ludźmi
i (co czasem trudniejsze) zawsze kochani się czuli.
Do moich życzeń dołącza się profesor Gangrena - zwykle surowy i nieustępliwy - dziś, w piątek 13. postanowił zmienić swoje życie, a z okazji Walentynek życzyć studentom udanej sesji [obiecał mi też, że odtąd już nikogo nie "obleje"].
Profesor Gangrena i jego dla Was
(zamiast wszelakich broni i innych narzędzi zagłady) "lilije".
PS Dzisiejszy wpis "sponsorowała" Zbieraczka Dziwaczka, której zdjęcia ze spotkania lalkowego zainspirowały mnie do domowego pokotu (oraz pokazania mojego Gangreny, zauważyłam bowiem na jednym ze zdjęć jego bliźniaka) oraz magja - "sprawczyni" i "matka chrzestna" wielu moich lalek, która widząc moją przerażoną minę podczas rozpakowywania kolejnych pudeł, nie zważając na moje okrzyki: "Nie, już dość, już nie będę kupować/przyjmować/rozpakowywać" oraz "Chyba muszę coś sprzedać, dużo czegoś!" i "O nie, proszę, nie liczmy ich!" po rozpakowaniu kilku dopiero pudeł, przymusiła mnie do rozpakowania wszystkich, a następnie zliczała lalki, dzięki czemu zdołałam potem tematycznie je poukładać. Dziękuję! (Ale przez jakiś czas lepiej nie pytajcie mnie ile mam lalek ;-)).
PS2 Skoro Bratz, to link "dostany" dosłownie przed chwilą... co myślicie o tym?
---------------------------------------------
*No, może poza sytuacjami, gdy zdarza mi się kupić same główki lub przy okazji innych zakupów jakąś biedną, gołą albo nie całkiem "firmowo" odzianą lalkę lub też takową dostać - przypadki bardzo rzadkie.
**Tak, moje lalki mieszkają wyłącznie w pudełkach i czekają na bardziej sprzyjające warunki lokalowe - Pudełkowo, a także na cześć "Boxen". Jest to tytuł dziecięcych opowieści mojego ulubionego pisarza C.S. Lewisa (polski tytuł "Pakameria" nie podoba mi się). Wspominam o Jacku Lewisie dzisiaj także dlatego, że w swoich listach z lat 60. ubiegłego wieku niezmiernie żałował, że piękne tradycje walentynkowe zanikają bezpowrotnie. Myślę, że gdyby dziś żył, bardzo by się zdziwił...
**Tak, moje lalki mieszkają wyłącznie w pudełkach i czekają na bardziej sprzyjające warunki lokalowe - Pudełkowo, a także na cześć "Boxen". Jest to tytuł dziecięcych opowieści mojego ulubionego pisarza C.S. Lewisa (polski tytuł "Pakameria" nie podoba mi się). Wspominam o Jacku Lewisie dzisiaj także dlatego, że w swoich listach z lat 60. ubiegłego wieku niezmiernie żałował, że piękne tradycje walentynkowe zanikają bezpowrotnie. Myślę, że gdyby dziś żył, bardzo by się zdziwił...
















